Wpis dodany: Styczeń 30, 2010 3:31 am w kategorii:

Nienawidzę powrotów. Zawsze mam takie dziwne wrażenie, że, na przykład: wyjeżdżam na tydzień, przebywam gdzieś_tam dzień i po miesiącu wracam. Normalnie zakrzywienie czasoprzestrzeni! I oczywiście tak było i teraz.

zdjęcie

Wyjeżdżając na warsztaty teatralne, nie byłam do końca do nich przekonana. Przede wszystkim dlatego, że jest tak zimno, że człowiek najchętniej nie ruszyłby się z łóżka. Chociaż w sumie, jak sobie przypomnę pierwszy tydzień ferii, to więcej wątpliwości sprawiał mi nadmiar zaległych prac domowych… A jak wtajemniczeni wiedzą – kiedy mam wybierać między odrabianiem na przykład angielskiego, rysunku i francy – wybieram i na wybieraniu się kończy, gdyż trwa ono dłużej, niż przewidziany czas na odrabianie prac domowych. A jak to było w tym dowcipie o Bacy – kiedy człowiek ma czas to se siedzi i myśli, a kiedy nie – to se tylko siedzi :). Powodów do wątpliwości było oczywiście znacznie więcej – po pierwsze ludzi miało być co najmniej trzy razy mniej niż bym chciała (wszak to ludzie tworzą nastrój), po drugie wszystko było zasypane, a więc za bardzo ruszyć się z miejsca nie dało. Poza tym najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało.

Dlaczego więc pojechałam? Odpowiedzi na to pytanie jest znacznie więcej niż na to poprzednie^^”. Zdałam sobie sprawę, że gdybym drugi tydzień ferii spała do czternastej, potem formalnie odrabiała lekcje i nic_więcej_nie_robiła, to zamiast odpocząć tylko bym się męczyła tym nicnierobieniem. Mostki… To miejsce zawsze napajało mnie energią. A takiej energii oczywiście mi brakowało. Już mnie powoli wszystko zaczynało męczyć, a skoro tylko nadarzyła się sposobność, aby się naładować, to czemu by jej nie wykorzystać. Poza tym, chociaż ludzi miało być mało, liczył się fakt, że w ogóle ktoś miał być. No i oczywiście nie można zapominać o cennej wiedzy wynoszonej z warsztatów, który to powód umieściłam na samym końcu niezupełnie zamierzenie.

No i pojechałam. Wystarczyło, żebym przekroczyła próg Wudeku, aby pozbyć się wszelkich wątpliwości. Tak, tego mi właśnie było trzeba. Tej drewnianej i skrzypiącej podłogi, zapachu wiejskiego, zdrowego jedzenia, widoku zza małych łódeczkokształtnych okien i tego czegoś, czego nie da się opisać, ale po prostu w Mostkach jest. Tego, co sprawia, że tego miejsca nie da się pomylić z żadnym innym, co sprawia, że choć człowiek mieszka zaledwie kilka kilometrów dalej, wydawać by się mogło, że cały świat poza Mostkami gdzieś przepadł.

Co się działo na warsztatach? Nie sposób tu opisać tego wszystkiego, więc nawet nie będę próbować. Chciałabym cofnąć czas i przeżyć ten tydzień jeszcze raz… A naprawdę rzadko się zdarza, abym chciała naginać czasoprzestrzeń w innym celu niż naprawa błędów i zmiana tego, co się da. Na szczęście już wiadomo, że następne warsztaty od razu po zakończeniu roku szkolnego. Ale nie będę czekać. Za dużo czasu człowiek poświęca na czekanie. A ja mam teraz za dużo energii aby ją tak zmarnować. Wszak będzie mi potrzebna do stawienia czoła potworowi zwanemu Poniedziałkiem.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone
  • olo

    Fajna stronka i graficznie i literacko jak na artystkę przystało. Sukcesów w rozwijaniu różnorodnych zdolności.