Wpis dodany: Styczeń 1, 2014 3:12 am w kategorii:

Równe 12 miesięcy temu powiedziałam sobie: przede mną najtrudniejszy rok w całym moim życiu. Tak wiele rzeczy mogło pójść nie tak, co chwila jakieś zmiany, niezliczone decyzje do podjęcia – a efekt każdej z nich miał pełnić praktycznie kluczową rolę w moim życiu. Teraz, w Sylwestra kolejnego roku, mogę przyznać jedno: udało się. Jestem dokładnie tu, gdzie chciałam być, a nawet dalej. Udało mi się osiągnąć więcej, niż wyznaczałam sobie wtedy. Kiedy patrzę wstecz na rok 2013, aż chce mi się płakać – ze szczęścia.

Zaczęłam prawie od zera – z niepewnie wypełnioną deklaracją maturalną, z zaakceptowanym projektem dyplomowym i totalnym brakiem planów na to, co dalej. Cały początek roku przepełniony był niepewnością – bo trzeba było znaleźć jakąś pracę na wakacje, wybrać wreszcie kierunek studiów, znaleźć jakieś miejsce, w którym będzie można się podziać podczas tego studiowania. Zrezygnowanie z dalszej edukacji nie wchodziło w ogóle w grę. Czy dzienne, czy wieczorowe, czy zaoczne – potrzebowałam studiów w jakiejkolwiek formie. Bez tego zatrzymałabym się w rozwoju albo popadła w letarg i bezczynność.

Czekały mnie długie wakacje. Chyba bym sobie powyrywała palce z dłoni, gdybym miała zmarnować te trzy miesiące na bezczynne siedzenie i np. spanie do czternastej (co najpewniej by się stało, gdybym nie znalazła pracy). Moje przedmaturalne kwalifikacje nie pozwalały na zbyt wiele, więc rozsyłałam CV gdzie popadnie już od stycznia. Wiedziałam, że ogłoszenia proponujące pracę przy np. układaniu kwiatów na siłę chcą jak najbardziej zmniejszyć liczbę potencjalnych kandydatów, a w ostateczności wcale nie wymagane tam jest prawo jazdy trzech kategorii, bogate doświadczenie w ogrodnictwie i wykształcenie wyższe. Mimo to, jedyna wiadomość, jaką dostałam od tego typu firm brzmiała mniej więcej tak: „zaproś jak najwięcej znajomych do pracy w Holanii, a my blablabla…”. Całe moje studiowanie stało pod ogromnym znakiem zapytania – skąd do cholery wziąć tyle forsy?! Tymczasem rok mijał bardzo różnorodnie.

Styczeń to studniówka, na którą nie chciałam iść, ale poszłam. Zima w większości dotyczyła zadręczania się przyszłością i w międzyczasie zaliczaniem poszczególnych przedmiotów w liceum i oddawaniem prac dyplomowych (prawdziwą męczarnią było malarstwo, irytująca była grafika).

Potem nagle matury i niespodzianka. W momencie, kiedy już najbardziej bałam się braku pracy w wakacje, zostałam zaproszona na rozmowę o pracę w dużej firmie, na stanowisko grafika. Dostanie się tam przekraczało moje najśmielsze marzenia i do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że mnie tam przyjęli. Po zakończeniu przygody z kieleckim Plastykiem, taki zbieg okoliczności był po prostu zbyt piękny, aby mógł być możliwy. Ile osób po studiach kończy na kasie w Biedronce lub w magazynach z powykrzywianymi od dźwigania ciężarów kończynami? Ja tymczasem spędziłam całe wakacje w klimatyzowanym biurze, wypełniając osiem godzin dziennie kreatywnym użytkowaniem pakietu Corela. Nauczyłam się wiele, poznałam świat korpo i czułam, że nie marnuję czasu. To była naprawdę satysfakcjonująca praca.

W te wakacje także, wraz z gronem znajomych z województwa świętokrzyskiego, zorganizowaliśmy regionalny konwent, Jagacon. Impreza została pozytywnie odebrana przez większość i można ją nazwać pewnego rodzaju sukcesem.

Potem nagle okazało się, że dostałam się na architekturę. Wielka ucieczka już od dawna była w planach, ale to była najlepsza wymówka. Bo przecież trzeba było zerwać tyle więzi dookoła… Studia na kierunku, o którym tyle osób marzy (a mi trafiły się czystym fartem) – czyż to nie wręcz śmieszne zagranie ze strony życia? Nowe miasto, nowi ludzie, nowa sytuacja w życiu – co bardziej wtajemniczeni wiedzą i tak, co było w tej zmianie najważniejsze i na co wyczekiwałam przez ostatnie parę lat.

I teraz jestem tutaj – na końcu roku. Patrzę na to, co minęło i mogę powiedzieć jedno: jestem zwycięzcą. Przeszłam przez te wszystkie zmiany, pokonałam niezliczone przeszkody, nie zwątpiłam po drodze na tyle mocno, aby odpaść… Po prostu wygrałam ten rok. Bardzo przyjemnie spędzone Sylwestra były godnym ukoronowaniem dwa tysiące trzynastego. Jestem szczęśliwa.

2014 będzie piękny.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook3Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone
  • Dziwne, że musisz mieć [hejt]nauczycielski bicz[/hejt] nad sobą, by ci się chciało.

  • eV

    @sprae:
    Niestety, do tego się przyzwyczaiłam. W Plastyku cały czas miałam do roboty mnóstwo średnio rozwijających prac i przyzwyczaiłam się do tego, że zrobić danego dnia pięć rzeczy, kiedy będę je mogła wybrać z piętnastu, jakie na tą chwilę przewidziałam. Nie twierdzę tutaj, że jak tylko nadchodzi chwila wolnego, to ja kładę się do góry brzuchem i zapominam o świecie – ja po prostu wypełniam ten czas rozmaitymi zajęciami tylko i wyłącznie w celu [hejt]posiadania czegoś do roboty[/hejt]. Chodzi o to, aby mieć czas zapchany jak najbardziej, a sama sobie aż tylu zadań nie wytworzę. Potrzebny jest [hejt]nauczycielski bicz[/hejt].