Wpis dodany: Maj 27, 2015 5:19 pm w kategorii:

Ludzie, którzy chcą się nauczyć rysować lub malować, bardzo często popełniają jeden, bardzo poważny błąd. Kosztuje ich to mnóstwo czasu i z powodu miernych efektów rozwoju, szybko rezygnują ze swoich ambicji zostania wielkim artystą. Tym błędem jest poświęcanie czasu na tylko i wyłącznie przerysowywanie ze zdjęć lub cudzych prac. Jasne, w taki sposób również może powstać wspaniałe dzieło – moim zdaniem jednak jest ono tylko echem poprzednich starań i tworzenia.

Zawsze uważałam, że praktycznie każdy może nauczyć się rysować lub malować. Nie istnieje jakiś magiczny talent, determinujący, kto urodził się z umiejętnościami ani kto takie umiejętności może nabyć. Są kwestie fizyczne, które mogą być utrudnieniem, ale to jest zagadnienie na trochę inny temat. Częstą przeszkodą w zdobywaniu umiejętności plastycznych jest też brak czasu, bez którego niestety nie da się zbyt wiele osiągnąć. Z drugiej strony, poświęcanie cennych godzin dodaje wartości efektowi i zdecydowanie wpływa na satysfakcję twórcy.

Jednak tym, na co mało osób zwraca uwagę, jest samo podejście do rysunku i malarstwa. Niektórzy kupują sobie średniej jakości książki, tłumaczące wszystko krok po kroku, i potem dziwią się, że skoro potrafią narysować przepiękne jabłko, to gruszka wykonana bez pomocy podręcznika wygląda bardziej jak kapeć niż owoc. Inni pstrykają smartfonami zdjęcia martwych natur i potem przybliżają sobie poszczególne fragmenty na ekranach laptopów, aby na kartkach powstały jak najwierniejsze kopie dzieła małego aparatu. Czy tak tworzona praca nie jest czasem obranym z konsekwencji i powiązań, gołym efektem końcowym?

Nie rozumiem malarstwa figuratywnego przekopiowanego. O ile tworzenie ma służyć czemuś więcej niż uzyskanie jakiegoś przychodu, niech zawiera w sobie obraz świata jak najbardziej bezpośrednio widzianego przez twórcę. Przecież to jest fascynujące: patrzenie na obiekt dzieła i następnie oddawanie jego cech na płaską powierzchnię, tak po swojemu, nie według standardów, bez liczenia ile razy jedna rzecz mieści się w drugiej, odrzucając nabywaną latami informację, że cień jest trochę bardziej czarny a w oświetlonych miejscach trzeba dodać bieli. Dlaczego tak wiele osób tę najbardziej pasjonującą część tworzenia oddaje w ręce aparatu lub autora podręcznika?

Poprosić malarza, aby narysował portret ze zdjęcia to jak poprosić krawcową, aby uszyła szalik na drutach. O ile nie jest to jakiś szalik niezwykły, to to jest naprawdę mało satysfakcjonująca robota. Raczej opiera się na skorzystaniu z wyćwiczonych dłoni i wypracowanej zręczności, ale nie pozwala na pobudzenie większej kreatywności czy bardziej finezyjnej myśli twórczej. Oczywiście nie ma w tym nic złego.

Mam tak czasem, że chcę po prostu zająć czymś ręce. W gimnazjum w tym celu plotłam bransoletki z muliny, ale dość szybko mi się to znudziło. Lepszym zajęciem było przerysowywanie twarzy ze zdjęć i do tego zdarza mi się okazjonalnie wracać. Wystarczy dowolne zdjęcie, znalezione w internecie, nawet bez wiedzy autora. W końcu nie wrzucę „przerysowanki” do swojej galerii, chodzi tylko o przećwiczenie ręki, chwilę bezmyślnej pracy, polegającej na mazaniu ołówkiem po kartce. Im więcej czasu, tym bardziej szczegółowo. Z tym, że… to nie rozwija.

Tworzenie „własnej wersji” innej grafiki uczy pilnować proporcji czy rozróżniać jasności, ale tylko na poziomie 2D. Tak wypracowane zdolności nie przenoszą się na rysowanie z patrzenia na rzeczywisty obiekt – choć w drugą stronę to jak najbardziej działa. Rysowanie – a przynajmniej na etapie nauki – polega na obserwacji i przekształceniu tego, co się widzi, na obraz płaski. Obecnie, w świecie gdzie w aparat wyposażona może być nawet szczoteczka do zębów, nie wydaje się to być w ogóle trudne – jednak wystarczy cofnąć się myślowo wstecz o kilkaset lat, aby zrozumieć, jak bardzo zniekształcony jest obraz danego obiektu w wyobraźni człowieka. Jak mało osób zdaje sobie sprawę z wielkości swoich dłoni w stosunku do twarzy, nie mówiąc już o cechach, które wyróżniają poszczególne sylwetki spomiędzy innych.

Podczas rysowania czy malowania z patrzenia, trzeba odrzucić wszystko, co zapisało się w pamięci na temat wyglądu oddawanych przedmiotów. Trzeba te informacje nabyć od nowa, obserwując. Cała nauka sztuk plastycznych polega na obserwacji, choć czasem wymaga lat, aby to zrozumieć. I dopiero kiedy doskonale opanuje się właśnie tę umiejętność (a nie, jak zdawać by się mogło, sposób trzymania narzędzia czy oddawania już przetworzonej informacji na kartkę) można skutecznie próbować wizualizować swoje myśli. To tylko kolejny poziom, a jego osiągnięcie nie wydaje się być takie trudne, kiedy nie startuje się od zera.

Ostatnio miałam na ćwiczeniach z malarstwa bardzo przyjemne zadanie. Trzeba było czarno-białą martwą naturę oddać w kolorze. Coś, co dla początkującego może wydawać się banalne, dla średniaka trudne, a z czym osoba wprawiona w malowanie bez problemu sobie poradzi. To jest dobry, choć mały, pierwszy krok w kierunku tworzenia z wyobraźni. Kawałek drogi przede mną, ale akurat tutaj potrafię myśleć pozytywnie.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone
  • Moim zdaniem przerysowywanie jest bardzo wartościowe i może być rozwijające. Oczywiście nie, jeżeli to będzie tylko bezmyślne przerysowywanie i nic poza tym, ale jeżeli przy tym się analizuje, wyciąga wnioski i ćwiczy, to sporo daje. Choćby wprawioną dłoń – a to coś, czego początkującym brakuje, bo czasem wtedy nawet proporcjonalnego kółka nie potrafią narysować ;)
    Jak oglądam na YT filmiki moich ulubionych rysowników który tworzą tutoriale, to zachęcają do odrysowywania, właśnie jako wprawki. Jeżeli parę razy odrysowujesz daną rzecz z różnych źródeł, to wyłapiesz cechy charakterystyczne. Mi samej bardzo to pomaga. Tym bardziej, że nie jest to kopia 1:1, zawszę przekrada się trochę mojego stylu, moich umiejętności i ograniczeń. Więc koniec końców tworzę coś, co już jest zupełnie moje.
    Idąc dalej, kopiowanie i wzorowanie może być kreatywne i może być sztuką. Mogę się założyć, że każda rzecz na ziemi już została narysowana i wszystko już było. Ale mimo to wciąż odkrywamy to na nowo, także wzorując się.
    Nie wiem, jak to wygląda u osób wykształconych plastycznie i zajmujących się sztuką zawodowo, może z ich perspektywy rzeczywiście kopiowanie jest złe. Ale jeśli ktoś hobbistycznie chciałby nauczyć się rysować i dla własnej frajdy cośtam dziubać – to nie widzę przeciwskazań. Mi przynosi to poprawę umiejętności i naprawdę bardzo dużo przyjemności. A to też o to chodzi, nie tylko żeby się rozwijać, ale też żeby być zadowolonym z robienia czegoś.

  • lalicornenoire

    Ja na malarstwie nigdy nie czuje sie natchniona, wiec nie dziwie sie ludziom, ze wola to w domu narysowac/namalowac. A te nigdy nie zmieniane martwe jeszcze bardziej do tego zachecaja.

    • eV

      Niezmienianie martwych trochę zniechęca, ale przynajmniej są one na tyle rozmaite, że zawsze da się znaleźć jakiś w miarę ciekawy fragment. Martwa natura też chyba natchnienia zbyt wiele nie wymaga – raczej czasu i zaangażowania. A robienie jej ze zdjęcia musi być naprawdę męczące.