Wpis dodany: Luty 25, 2016 12:07 am w kategorii:

Kult samochodu ma się w Polsce dobrze – ludzie przyzwyczaili się do hałaśliwych ulic i wielkich parkingów, rozrzedzających miejską zabudowę. Wiele osób nawet nie zastanawia się, czy istnieją inne metody przedostania się z miejsca na miejsce niż wewnątrz własnego pojazdu. Same samochody, pomimo bycia coraz tańszymi i łatwiejszymi w obsłudze, wciąż z niezrozumiałych przyczyn stanowią symbol luksusu, wolności króla szosy, punktualności i wygody. Z punktu widzenia pieszego pędzące samochody są natomiast potencjalnym niebezpieczeństwem, a te będące w bezruchu – często przeszkodą w swobodnym korzystaniu z np. chodnika. Problem nie byłby jeszcze taki duży, gdyby nie Przepustowość (celowo pisana wielką literą), dla której miasta zamieniają się w karykatury.

samochodowe miasto

Ale przejdę do tematu pieszych. Bo problemem nie nie jest zbyt duża wygoda blaszanych pudeł, a odbieranie komfortu tym, którzy przemierzają miasto na własnych nogach, lub – w jeszcze gorszej sytuacji – na wózku. Nie będę tu porównywać z tym, co co było w czasach PRL-u. Wtedy liczyła się iluzja postępu, więc kto tam się przejmował tymi, którzy przez swoją powolność będą źle wyglądać na filmach. Pieszych więc spychało się pod asfalt, do brudnych i nieprzyjemnych tuneli, aby nie przeszkadzali mknącym ponad nimi zmotoryzowanym. Były też wiadukty – rozwiązanie dla lubiących wiatr i chłód, ale przede wszystkim wchodzenie po schodach. Te przynajmniej potrafiły czasem zaoferować ładny widok w zamian – choć jest to niewielka pociecha dla osób spieszących się do szkoły czy pracy.

samochodowe miasto

W czasach, gdy tunele i wiadukty stopniowo są likwidowane, wciąż pojawia się dyskusja nad wygodą tych, którym i tak bardzo wygodnie. W drogich samochodach, ciepłych, odpornych na warunki atmosferyczne, ze wszystkimi zakupami pochowanymi bezpiecznie w bagażniku, nie mówiąc już o ochronie przed hałasem, temperaturą czy nawet zderzeniami. Chyba każdy jest w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której wolałby siedzieć w samochodzie niż poza nim. Nie zawsze niestety jest wybór. Na światłach to pieszy czeka na deszczu na swoją turę.

Czeka i czeka. Może za późno wcisnął przycisk, może ten był zepsuty. W końcu jednak zapala się zielone światło. Z bocznej ulicy w pośpiechu wyjeżdżają samochody na „zielonej strzałce”. Nie mają pierwszeństwa, ale ze względu na obawę o swoje życie, pieszy ustępuje – zwłaszcza jeśli nie zobaczy niczego, co wskazywałoby na zatrzymanie się nadjeżdżających samochodów. Przejścia bez świateł nie są lepsze – i to nie ze względu na większość kierowców, bo większość jednak potrafi się zatrzymać widząc pieszego. Najgorsi są ci, którzy wyjeżdżają zza zatrzymanego samochodu. W teorii jest to wykroczenie gwarantujące do 500 złotych mandatu, ale policja nie może być wszędzie. A jak mówi przysłowie „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal” – winny staje się zbrodniarzem dopiero w momencie przyłapania go na gorącym uczynku. Strasznie mi się to nie podoba.

samochodowe miasto

Nie podoba tak jak to, że choć miasta chwalą się przyjaznością dla pieszych, wciąż ważniejsza jest Przepustowość. Przejścia dwuetapowe, trzyetapowe, półtoraetapowe, gdzie zdążysz zejść z wysepki, ale na drugą stronę ulicy trafisz już na czerwonym. Jak pieszy powinien się zachować w takiej sytuacji? Przebiec czy przejść normalnym tempem, nie zwracając uwagi na kolor lampy przed sobą, widząc miny zniecierpliwionych kierowców? Po co jest ten problem? Bo system zarządzania ruchem wyliczył, że przy takiej długości świateł średnio przejedzie o jeden samochód więcej? Albo pół, jedna ósma samochodu?

samochodowe miasto

Potem jeszcze te samochody stoją gdzie popadnie – miasto jest nimi po prostu przesycone. Już markety zaczęły zdawać sobie sprawę, że na tych ich brzydkich parkingach ludzie zrobili sobie przechowalnię aut. Pierwsza godzina za darmo, następne wciąż taniej niż na płatnym parkingu. Jeszcze gorsze są te sznurki samochodów zajmujące miejsce na chodnikach. Już nawet nie w wyznaczonych terenach, ale tam gdzie fizycznie da się stanąć – najlepiej całością samochodu, bo przecież nie kosztem pobocza ulicy. W Gdańsku jest niestety wiele miejsc, gdzie przez samochody na chodniku, chodzenie gęsiego to tylko jedna z niedogodności. Czasem trzeba się przeciskać w pojedynkę, podnosić torbę aby się nie pobrudziła lub porysowała od jakiegoś blaszaka.

Jedynym sposobem na parkujących na chodnikach jest ustawienie słupków, mających oczywiście niewiele wspólnego z estetyką, ale pozwalających odzyskać chodniki dla pieszych. Napisałabym, że inaczej samochody zaczęłyby się ustawiać piętrowo, jeden na drugim, ale to nieprawda. Dlaczego wielopoziomowe parkingi nie cieszą się popularnością w Polsce? Czy tylko dlatego, że kierowcom nie chce się zastanawiać nad zmienianiem biegów, nad nietypowymi manewrami, czy także przez niewielką ekspozycję swoich aut na zamkniętej przestrzeni? Może też wyjście z samochodu na takim parkingu nie kojarzy się przyjemnie albo sama konieczność przejścia to dla zmotoryzowanych już zbyt wiele? Powodów nie znam, efekt za to widzę wyraźnie.

samochodowe miasto

Gdyby każdy sklep typu Lidl, Biedronka, Tesco, zdecydował się na umieszczenie parkingu na swoim dachu, ile miejsca w mieście udałoby się zaoszczędzić? Ile tej nijakiej przestrzeni parkingowej udałoby się wyeliminować z pola widzenia przechodnia i ostatecznie – ile osób zrezygnowałoby z codziennego korzystania z samochodu?

Ostatecznie, jest jeszcze problem osób, które przez miasto tylko przejeżdżają. Dbanie o Przepustowość dodatkowo zachęca ich do obrania drogi pomiędzy zabudową, zamiast szukania obwodnic, tras dłuższych ale szybszych. Czy naprawdę trzeba tak bardzo dbać o wygodę dla użytkowników samochodów? Wydaje mi się, że dopóki będzie to priorytetem w zarządzaniu drogami, przestrzeni wokół ulic zdecydowanie nie będzie można nazwać przestrzenią przyjazną ludziom.

samochodowe miasto

samochodowe miastosamochodowe miasto

samochodowe miasto

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook8Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone
  • Po pierwsze, piękne zdjęcia. Miejskie, genialne.

    Po drugie, z tym Lidlem czy Biedronką – wtedy by pewnie musieli budować ściany z bardziej wytrzymałych materiałów, bo przecież pod parking na dachu trzeba wylać konkretne warstwy betonu. A to nie pasuje do brandingu – ziemia jest może tańsza?

    Po trzecie, nienawidzę wiaduktów. Bytom to na szczęście płaskie miasto, tory są w środku miasta powiedzmy, ale jest tunel, a poza tym, tam się nie bywa – na zasadzie, miasto jest w zasadzie podzielone i tak sobie żyje ;) każdy w swojej części. W Skarżysku natomiast ten wiadukt czasem się przemierzało i pięć razy dziennie :/ i go nienawidzę. Każdego schodka tam. Ale najbardziej kretyńskie jest to, że trzeba z wózkiem z dzieckiem zapierdzielać pół kilometra w głąb torów, żeby móc zejść z peronu na dworzec. KU*WA. Straszne.

    • eV

      Huh, wydawało mi się, że odpisałam na Twój komentarz, widocznie musiałam przerwać w połowie.

      Jeśli chodzi o parkingki nad marketami i dyskontami – świat by się od nich nie zawalił, tak samo jak nie zawaliłyby się te sklepy. Trochę grubszy strop, trochę solidniejsze ściany, ewentualnie o kilka podpór więcej – to się naprawdę da zrobić i nie jest to problematyczne. Wielkie galerie handlowe z dużymi rozpiętościami między podporami są w stanie utrzymać garaż na dachu, to i mały dyskont dałby radę. I wcale nie wyglądałoby to ciężko. Czy ziemia jest tańsza od takiej inwestycji – nie sądzę. Choć parę, paręnaście lat temu na pewno była.

      Ach ten wiadukt w Skarżysku – jedno z moich wspomnień z dzieciństwa. Ten wiatr porywający czapki na długich metrach betonowej kładki i te zejścia na perony – wydawające się jęczeć z nadzieją tych wszystkich ludzi, że zeszli na ten właściwy i nie będą musieli tam wracać. Teraz do takich wiaduktów się dorabia windy, ale mam wrażenie że ten Skarżyski nigdy się tego nie doczeka. Współczuję problemów z przejściem z wózkiem, dobrze że w Bytomiu jest lepiej :)

  • Dobra, ja wiem, że tu o tekst chodzi i on jest dobry, ale dziewczyno – te zdjęcia… one są przegenialne. Sama je robiłaś, czy są skądś pobrane? Pierwsze – czarno białe super, tak samo zachwyciło mnie to z torami kolejowymi. Bajka! Jeżeli są Twoje to jestem pod wrażeniem i chcę więcej Twoich zdjęć na blogu! :)

    • eV

      Wszystkie zdjęcia na blogu są moje – jeśli pojawia się coś z zewnątrz to zawsze obok obrazka jest adres źródła :) Bardzo się cieszę, że Ci się podobają. Ta seria pochodzi ze spaceru na Zaspę (dzielnica Gdańska) – miejsce, w którym zdecydowanie czuć, że czas się zatrzymał. Więcej zdjęć z pewnością znajdziesz – staram się je dodawać do wszystkich wpisów (choć wcześniejsze mogą tak nie zachwycać, bo były robione obiektywem kitowym) :)

  • Bardzo ciekawy tekst. Problem dotyczy chyba większości miast (nie tylko tych większych) i chyba nikt nie planuje się tym zająć. Niedługo będziemy wszyscy chodzić tunelami ;)

    • eV

      Albo stać na przejściu dłużej niż na przystanku autobusowym. Ja staram się wciąż wierzyć, że ten samochodowy szał się skończy. Za granicą ludzie potrafią się przenieść na rowery i komunikację publiczną, ale nie okłamujmy się – tam jest to po prostu ułatwiane. Zawsze jest gdzie zostawić samochód za miastem, a w środku są do dyspozycji rowery miejskie oraz metro – coś, czego w Polsce naprawdę, naprawdę brakuje i na co już niestety za późno.

      • W Poznaniu mamy akurat mnóstwo punktów gdzie można wypożyczyć rower miejski. W dodatku do 20 minut przejazd jest darmowy. Ale za to jest mało ścieżek, a jazda po ulicy to sport ekstremalny.

        • eV

          W Gdańsku ścieżki są a rowerów miejskich brak – gdzie tu logika? Przecież to powinno iść w parze! Mam nadzieję, że to tylko kwestia czasu i w Poznaniu zrobią ścieżki a w Gdańsku rowery :)

  • Mnie to wciąż zastanawia, że stanowią symbol szybkiego przemieszczania się z miejsca na miejsce. Owszem, na duże odległości tak, ale często jeździmy tylko do pracy a w godzinach szczytu często szybsze są nogi (nie wspominając o rowerze) albo autobusy, zwłaszcza w miastach z wydzielonymi buspasami.

    • eV

      Na duże odległości właśnie też niekoniecznie. Szybciej jest z gdańska dolecieć do Belgii samolotem niż Samochodem do Warszawy czy Poznania. Samochód tak naprawdę nadaje się świetnie do zwiedzania pięknych i rozległych miejsc na terenach niezurbanizowanych lub do wycieczek z nocowaniem za każdym razem w innym miejscu, aby wszystko upchnąć w bagażniku. Na pewno daleko mi do stwierdzenia, że samochody są absolutnie zbędne.
      A z szybszym poruszaniem się po mieście – bywa różnie, choć zdecydowanie się z Tobą zgodzę. Buspasy to wybawienie i jestem pewna, że gdyby Przepustowość była liczona od głowy a nie pojazdu, to szybko okazałoby sie, że buspas to najlepszy sposób na jej zwiększenie. Tramwaje są szybkie, bo na ogół nie mają konkurencji na swoich torach, kolejnym rozwiązaniem są kolejki miejskie. Najlepsze by było bardziej rozwinięte metro niż warszawski krzyżyk.
      Na ogół jednak głównym czynnikiem spowalniającym podróż jest oczekiwanie na środek transportu – i tutaj miasta mają największe pole do popisu.

      • Akurat Grańsk-Belgia to zły przykład, bo do Australii też szybciej dolecisz niż dojedziesz :)
        Ale biorąc pod uwagę Polskę, są miejsca, gdzie albo dojedziesz tylko samochodem (wspomniane tereny niezurbanizowane np. Polesie) albo są lepszą alternatywą na busów czy PKP, gdzie nie ma bezpośredniego połączenia. Albo właśnie ta możliwość zapakowania gratów do bagażnika. Prawdę mówiąc mi by się przydał ze 3 razy do roku – 2 wyjazdy do teściów i jeden na wakacje w góry. Poza tym ja pracuję w domu a żona ma pod uczelnią tak mało miejsc parkingowych, że szybciej dojedzie autobusem niż miałaby szukać czegoś wolnego :)
        W Lublinie nie ma buspasów, tramwajów ani metra, ale w wiele miejsc i tak szybciej i wygodniej dojadę autobusem albo z buta. Znajoma do pracy, do której pieszo szła 15 minut (sama kiedyś sprawdziła z zegarkiem w ręku), samochodem jechała prawie pół godziny. Gdzie tu logika?

        • eV

          Gdańsk – Belgia kontra Gdańsk – Poznań/Warszawa to przykład bardzo dobry do pokazania że na długie dystanse wcale samochód nie jest lepszy. No chyba, że dla kogoś długim dystansem jest 10 kilimetrów.
          Lublina zbyt dobrze nie znam (byłam 3 razy) i do tej pory nie kojarzył mi się z korkami – a tu taka negatywna niespodzianka. Ostatecznie, jeśli samochód przewyższa inne formy transportu pod względem szybkości tylko w przypadku jeżdżenia nim po wioskach, to jest jakaś nadzieja, że ludzie w miastach się zorientują i ta mania minie.

    • Podpisuję się pod tym. Z Orkana na wysokości wiaduktu 57 jedzie do dworca PKS 37 minut, Lubelskim Rowerem Miejskim trasę z przesiadką robię w około 26 minut. A ostatnio znajoma pokazała mi skrót i myślę, że jestem w stanie ściąć kolejne 2-3 minuty. ;)

      • eV

        A ludzie i tak wybierają samochody!

  • Miejski klimat zdjęć – czad!

    Problem samochodowego tłoku w miastach będzie moim zdaniem narastać. Samochodów przybywa i faktycznie dla innych użytkowników dróg/miast nierzadko stanowią problem, czy przeszkodę własnie przez to, że ich właściciele parkują je gdzie popadnie, jadą na złamanie karku za nic mając pieszych, czy rowerzystów.

    • eV

      Co więcej, obserwując samochody na ulicach można szybko przeliczyć, że większość z nich zajmuje tylko sam kierowca. Tyle przestrzeni, zanieczyszczeń i utrapienia dla jednego człowieka! Szczerze mówiąc, już wiem skąd się biorą futurystyczne pomysły na pozwolenie na korzystania z szybszego pasa tylko tym, którzy mają w samochodzie co najmniej trzech pasażerów. Był o tym odcinek Doctora Who.

      • podzielam Twoje zdanie, dla wygody jednego człowieczka, tyle zanieczyszczeń dodatkowo nam serwują…

  • Zdjecia sa niezwykle klimatyczne! Bardzo mi sie podobaja.

    Mnie troszke to przeraza, ze tych samochodow jest tak duzo, odwieczne korki, halas, brud… Ja od kilku lat jezdze wylacznie na rowerze i nie zamienie tego srodka transportu na nic innego!

    • eV

      Dziękuję :)
      Rower to świetna sprawa – powinno się do niego zachęcać wszystkich, bo to i zdrowie i szybkość i ekologiczność. Muszę sobie też zorganizować dwa kółka, bo pieszo jednak czasami mam gdzieś za daleko :).

  • W godzinach szczytu komunikacja miejska jest szybsza, szkoda tylko, że tłok w niej wielki…

    • eV

      Niestety. Autobusów jest często za mało. W małych miastach jeszcze są prywatne firmy przewozowe, łakome na przepełnienie ich busów – ale w mieście? Autobusy miejskie powinny jeździć tak często, aby nie dochodziło do sytuacji, że nie ma gdzie stać.