Wpis dodany: Maj 25, 2016 4:24 pm w kategorii:

19 maja na ulicy Świętojańskiej w Gdyni otworzono nowego Lidla. W reprezentacyjnym miejscu, przestrzeni niezwykle ważnej dla wizerunku miasta – „jak w ogóle można myśleć o postawieniu tutaj dyskontu”? Masywna bryła z równie dużym parkingiem i świecącymi pylonami reklamowymi zepsułaby całkowicie swoje otoczenie. Udało mi się odwiedzić tego Lidla i przyznam szczerze – jestem zaskoczona. Zaskoczona naprawdę pozytywnie, bo totalnie nie spodziewałam się, że budynek umieszczony będzie w podziemiu.

Podziemie – czy to nie fantastyczna przestrzeń na coś, co nie potrzebuje okien, zajmuje dużą powierzchnię i nie jest podzielone na wiele kondygnacji? A przede wszystkim – na coś, co wizualnie jest brzydkie i nie pasuje do żadnej praktycznie zabudowy? Kiedy zobaczyłam tego Lidla, gdzieś we mnie pojawiła się taka myśl: proszę, niech to nie będzie jedyny podziemny dyskont jaki zobaczę, a pierwszy, pierwszy z wielu.

podziemny lidl
Jak tylko banery „Wielkie otwarcie” zostaną zlikwidowane, sklep prawie zniknie z krajobrazu, jednocześnie wciąż służąc okolicznym mieszkańcom i przechodniom.

Bo wiele dyskontów jest naprawdę potrzebnych w śródmieściach miast. Będę się kłócić z każdym, kto twierdzi, że po zakupy powinno się jeździć za miasto, a pod domem mieć tylko piekarnię i kawiarnię. Żyjemy w czasach, kiedy usilnie zwiększa się przepustowość, aby tylko pomieścić na drogach ogromną liczbę samochodów i poszerza ulice kosztem miejsc zielonych i przestrzeni społecznych. Parkingi zaczynają zajmować ogromne połacie terenów – zarówno w formie wielkich wybetonowań jak i tych nieoficjalnych punktów postojowych, gdzie na środku chodnika albo pomiędzy drzewami każdy ustawi swoje auto w inną stronę. W takiej sytuacji powinniśmy szczególnie zadbać o to, aby jak najmniejsza liczba osób miała konieczność korzystania z samochodów. Sytuowanie hipermarketów na przedmieściach nie sprawdziło się. Kilkutysięczne giganty coraz częściej są zamykane, albo przechodzą z rąk do rąk. Ludzie wolą zrobić zakupy w Biedronce, po drodze z pracy czy szkoły niż specjalnie wyjeżdżać w podróż na zakupy.

Sposób, w jaki większość osób robi zakupy też jest ważny. Zamiast planować obiad na tydzień do przodu, kupuje się tylko to, co znajdzie się na talerzu jeszcze tego dnia. Zamiast pakować do bagażnika kilka kilogramów owoców i warzyw i liczyć, że chociaż część z nich będzie jeszcze dobra za kilka dni, wybiera się to, na co ma się ochotę w danym momencie. A jak w domu okaże się, że ktoś zapomniał o śmietanie, to nie musi spędzać kolejnych godzin albo specjalnie zmieniać pomysłu na obiad. I to już nie te czasy, kiedy śmietanę można było zastąpić maślanką, bo tylko ona była w sklepie. Teraz trzeba mieć wybór – czy dwanaście czy osiemnaście procent, a może nawet bez laktozy.

Małe sklepiki rodzinne to piękna idea, ale nie dla kogoś, kto po dziewięciu godzinach w pracach nie ma czasu, aby odwiedzić ich osiem. Zresztą, na tym obszarze również widać zmiany – zamiast niskoprzychodowych spożywczaków ostatnio powstają małe sklepiki, gdzie można kupić np. ręcznie robione lody albo słodycze. I one się cieszą zainteresowaniem klientów, przy okazji nie musząc się w ogóle martwić o konkurencję dyskontów. A ludzie lubią w nich kupować, co widać po długich kolejkach ciągnących się przed sklepem.

Ci, którzy potrzebują szybko zjeść coś niedrogiego to zupełnie inny target. Dzieci, młodzież, osoby spieszące się do pracy – oni ani nie staną w takiej kolejce ani nie pójdą do drogiej restauracji (pierwszych dwóch grup często po prostu nie stać na coś więcej niż bułka z Biedry). Chętniej wejdą do sklepu, gdzie będą mogli zgarnąć z półki ulubiony napój, wybrać sobie kanapkę i coś na później. Sama nie raz spotkałam się z sytuacją, że będąc w centrum jakiegoś miasta kompletnie nie mogłam nic zjeść, bo nie było gdzie zrobić zakupów. Snułam się więc po mieście z nadzieją, że zaraz natrafię na jakieś znajome logo i krzykliwą elewację.

Niezwykle ważne są też kwestie środowiskowe. Każdy wyjazd samochodem na zakupy to dokładanie kolejnej cegiełki do smogu unoszącego się nad Polską. Polska jest bardzo zanieczyszczonym krajem, czego dowodzą raporty WHO. Komunikacja publiczna pęka w szwach od ludzi mających wszędzie daleko, dlatego rozwiązania tego problemu trzeba szukać gdzie indziej. Najlepiej w lokalizowaniu usług tak blisko, aby samochód z powrotem zyskał znaczenie jedynie dodatkowego luksusu, a nie bolącej portfel konieczności.

biedronka w parterze
Parter budynku przy dużej ulicy nie jest najlepszym miejscem na mieszkanie, za to na usługi jak najbardziej. Tutaj szkło ma wysoki współczynnik odbijania światła, więc prawie nie widać wnętrza sklepu. Szyld z logiem Biedronki nie wygląda gorzej niż tablica niejednej restauracji, za to na ogromny minus działają szpecące plakaty z promocjami.

W wielu wielkich ideach urbanistów opisywane były pomysły na ułatwienie ludziom życia poprzez konkretne umieszczanie funkcji w mieście. Powstały na przykład jednostki sąsiedzkie, mające zapewnić każdemu dostęp do najważniejszych obiektów, np. szkoły. Ja bym od siebie dodała dyskont – oddała ludziom prawo do Lidla i Biedronki.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook12Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone
  • W pełni się zgadzam, dyskonty są potrzebne również w centrach miast. Obecnie można je ładnie wkomponować, ten Lidl z pierwszego zdjęcia naprawdę wygląda spoko. Nienawidzę miast gdzie nie ma dostępu do dyskontów w centrum, bo nie oszukujmy się zrobienie zakupów w małym sklepiku to dla studentów i młodych ludzi przepis na bankructwo, w małych sklepikach nawet butelka wody kosztuje nawet kilka razy więcej, niż w Biedronce. Na szczęście ja mieszkam 2 min od Biedronki, a centrum Katowic znam na tyle, że wiem gdzie jest schowana Biedronka, niestety jest na tyle zakamuflowana, że pierwszy raz wcale nie tak łatwo trafić. Żałuję też, że w galeriach handlowych są słabe dyskonty, zazwyczaj Stokrotka, gdzie nic dobrego nie ma. :)

    • eV

      Woda w dyskoncie – 60 groszy, w sklepikach podchodzi po 2 zł, a czasem przekracza. Jeszcze gorzej z czymś do jedzenia – masz ochotę na coś co nie jest czekoladowym batonem i jeśli w okolicy jest tylko mały sklepik to skończysz na wyjściu po kilku minutach przyglądania się półkom. Ostatnio tak miałam – trafiłam do sklepu, w którym ani pieczywa nie było, ani chociaż wafli ryżowych. Same słodycze i warzywa wymagające przyrządzenia.
      Zakamuflowana Biedronka to dobra Biedronka – zwłaszcza kiedy można ją bez problemu znaleźć na internecie.
      Markety w Galeriach – tutaj najczęściej Carrefour albo Piotr i Paweł, ewentualnie Auchan – każda większa galeria ma większy sklep, czasem nawet w wielkości hiper-. Ale nie lubię z nich korzystać, bo trzeba przejść przez długą aleję sklepów zanim się tam trafi. Najgorzej jest zimą, kiedy galerie są dostosowywane temperaturą do osób w T-shircie a nie w zimowej kurtce.

  • W Poznaniu na Świętym Marcinie w tzw. „Alfach” już od lat jest Biedra w piwnicy pod Sphinxem.

    • eV

      I ktoś narzeka? :)

      • Nie, żeby ktoś narzekał, po prostu zgłaszam, że to nie znów taka nowość. :) I oczywiście, jestem za – choć ta poznańska to trochę na siłę zrobiona, schody są, jest niby jakaś winda dla wózkowiczów, ale słabo to wygląda… Tak to jest, jak adaptuje się na takie cele budynek usługowo-biurowy z lat chyba 60.

        • Skoro przy Poznaniu jesteśmy, to warto wspomnieć, że na starym dworcu, czyli także parę lat temu, była podziemna Biedronka. I jest – ale to już stosunkowo od niedawna – Biedronka w Kupcu Poznańskim, która nie jest w ogóle osobnym obiektem, a jedynie przestrzenią w galerii handlowej.

  • Koło mojego LO była (w sumie nadal jest) Biedronka i tam od 12:15 aż do 12:40 mieli rekordowe obroty. Dyskonty w centrach to dobra rzecz, nawet jeśli osobiście mieszkam ok. kwadrans od Tesco Extra i Carrefoura oraz trzech Biedronek. Nigdy nie wiadomo, co się może zdarzyć. Jedna z Biedronek w centrum ma – jeśli się nie mylę – szyld w kolorze złota lub czegoś złotopodobnego i nikt nie marudzi (szczególnie rodziny z małymi dziećmi w upały, kiedy bramka wodna to za mało). Świat się zmienia i potrzeba dyskontów pod ręką także rośnie, ponieważ nie każdy autobus kursuje na tyle często i na tyle blisko i nie każdy jest zmotoryzowany.

    • eV

      Dokładnie. Zamiast rozpaczać nad tym, że pojawia się taka potrzeba, trzeba dostosować problem do możliwości swojej wytrzymałości estetycznej. Złoty szyld Biedronki brzmi naprawdę fajnie – widziałam coś podobnego z niektórymi Żabkami. Zawartość miast powinna przede wszystkim spełniać potrzeby ludzi, a dopiero w drugiej kolejności ładnie wyglądać.

  • Wszystko zależy od wyczucia estetycznego projektantów, nie przeszkadza mi sąsiedztwo dyskontu pod warunkiem, że nie wysuwa się na pierwszy plan, zdecydowanie bardziej wolę urok starych kamienic w centrum mojego miasta.

    • eV

      Ja się absolutnie zgadzam – mało jest równie brzydkich rzeczy co ogromna hala z równie dużym parkingiem przy wejściu. Ja tylko mówię, że da się to zrobić ładniej, a jednak zachować istnienie marketów. No chyba, że nie chciałabyś mieć np. takiej Biedronki jak na drugim zdjęciu w parterze jednej z kamienic? :)

  • matekneo

    wyczucie projektantów to jedno – wyczucie władz to drugie…. :D

    • eV

      Ustawa krajobrazowa i po sprawie ;) Dobrze, że władze miast zaczynają się z tym budzić.

  • AnetaNieZajac

    Nie widzę przeszkód, jeśli wpisują się w miejską architekturę. Jeśli ich reklamy nie szpecą elewacji itd. Na krakowskim Dworcu Głównym jest Biedronka i też się wszyscy śmiali, a jakoś tak ją wkomponowali, że teraz dzikie tłumy codziennie z niej korzystają. Sama Biedronka też się dostosowała, przearanżowała ułożenie towarów, dostosowała je do podróżujących ludzi i proszę, przepis na sukces gotowy.

    • eV

      A no właśnie – coś o czym nie wspomniałam, a co jest naprawdę ważne i dziękuję za zwrócenie uwagi. Układ sklepu dopasowany do kupujących w śródmieściu, czyli pozwalający po coś szybko sięgnąć (woda, bułka) i w miarę szybko przejść przez kasę to kolejny przykład dobrego dopasowania dyskontu :).

  • Zgadzam się Lidl wpasował się świetnie w otoczenie, uważam tylko, że jak znikną banery ogłaszające otwarcie sklepu, to pojawia się w ich miejscu reklamy, promocje itp. Oby tak się nie stało… ale moje przeczucie mówi, ze tak będzie :)
    Pozdrawiam

    • eV

      Właśnie też się tego obawiam, ale jeszcze się głupio łudzę, że tak nie będzie. W najbliższej wolnej chwili specjalnie wybiorę się pod tego Lidla, aby zobaczyć jak wygląda teraz.

  • Ten Lidl w podziemiach wygląda świetnie!
    U nas nadal są to wolnostojące blaszaki, ale stoją w miejscach, w których wcześniej były nieużytki czyli dosłownie kawał placu porośniętego chwastami. Bloku tam i tak nie postawią, bo widocznie za blisko kopalni ;D

    Najciekawsza Biedronka u nas jest na parterze kamienicy. Wszystko fajnie, nie wygląda źle – obok jest sklep rowerowy i telepizza, więc też otoczenie nie postawiło wysoko poprzeczki, niemniej, w środku jest tak mało miejsca, że jest cholernie niewygodna. Ale ludzie nadal korzystają, bo to ścisłe centrum i czasem wolą przeboleć ten ścisk (ciężko z wózkiem przejechać w niektórych miejscach) i wieczną kolejkę na pół sklepu, żeby nie dymać kilometr do kolejnej.
    Druga Biedronka jest jeszcze pod sklepem meblowym. Nie wiem czy zawsze tam był sklep, ale trzeba przyznać, że praktycznie się nie rzuca w oczy.

    Podoba mi się jednak bardzo kierunek wykorzystywania innych przestrzeni, poza budowaniem wolnostojących. Jest jeszcze nadzieja!

    P.S. też będę się kłócić, Biedronki i Lidle są potrzebne!

    • eV

      Jest nadzieja i jest konieczność. Nawet z ekonomicznego punktu widzenia, biorąc pod uwagę stale rosnący koszt ziemi, postawienie parterowego blaszaka jest ogromnym marnotrawstwem. Początkowo myślałam, że gdyby jeszcze parking umieszczać pod ziemią albo na dachu sklepu, to załatwiłoby problem – teraz widzę, że to tylko podzieliłoby go na pół, a do wyeliminowania wciąż jeszcze daleko. Partery i podziemia – to jest jedyna szansa dla dyskontów. Tylko niech to zrobią racjonalnie i zgodnie z normami. Biedronka, którą opisałaś bardzo przypomina mi tą, do której chodzę codziennie na zakupy, odkąd przeniosłam się do Gdyni. Parter bardzo wysokiego budynku, wewnątrz tłok, po zrobieniu zakupów trzeba z powrotem przejść przez sklep (na szczęście po krótszym boku). Najgorsza jest często niewyrabiająca wentylacja. Ale to już są problemy do rozwiązania, gorzej ze zmianami w społeczeństwie i prawie, które pozwala lub nie na konkretną zabudowę.

  • O ile nie do końca podoba mi się wciskanie wszędzie Biedronek, w samym centrum Gdyni są trzy i mam do tego mieszane uczucia, to względy praktyczne wygrywają. Zakupy wyglądają tak, że część robimy w dużym sklepie prowadzonym już od ponad 20 lat niedaleko naszego domu, należącego do sieci 34 – mięso czy warzywa, ale część opłaca się kupić w Biedronce – dżemy czy mleko, które wypijamy na potęgę. Trochę byłam sceptycznie nastawiona do Lidla w Baltiq Plaza (no commets a propos tej nazwy, haha), to po głębszym zastanowieniu doszłam do paru wniosków – nie ma Lidla w centrum Gdyni, jest dopiero spory kawałek od niego i to zawsze wyprawa samochodowa (dochodzi dojazd, czas i spaliny, wow!), dyskont w tym miejscu będzie generował spory ruch ludzi i ożywiał Świętojańską, która trochę wymarła po otwarciu Riviery przy Wzgórzu, no i nie ukrywajmy – spoko miejsce na zaopatrzenie się przez wizytą na plaży ;) Bardzo podoba mi się wciśnięcie tego w podziemia, oprócz tego dla klientów jest dostępny parking podziemny bezpłatny, bardzo podoba mi się ta decyzja projektowa. W środku jeszcze nie byłam, ale podobno jest trochę bardziej porządnie i z klasą – muszę się tylko o tym przekonać. :)

    • eV

      Zaopatrzenie się przed pójściem nad morze to jedno, ale wyobraź sobie, że leżysz na leżaku na placu Grunwaldzkim i potrzebujesz się napić jakiejś wody, ewentualnie coś na szybko przekąsić. Dwie minuty i już jesteś przy kasie. Taki sklep rzeczywiście może generować trochę zdrowego ruchu w centrum miasta – a centrum musi żyć!

      Ja byłam w środku i muszę przyznać, że mi się podoba. Dobry układ sklepu, jeśli dobrze pamiętam proporcje, to drzwi są na jego dłuższym boku, więc łatwiej chwycić coś na szybko i wyjść. Sam wygląd to sklep jak sklep, raczej nic nie wywołuje szczególnych wrażeń estetycznych. Chociaż to zejście w dół po schodkach wygląda architektonicznie ciekawie.

      • Ach, te leżaki… Jeszcze niedawno był tam wybrukowany plac, na którym nic się nie działo. Jak strasznie się cieszę, że to miejsce wreszcie żyje! :)

        • eV

          Ja właśnie nie mam z nim związanych żadnych własnych wspomnień, ale jak widzę na zdjęciach, jak to wcześniej wyglądało, to absolutnie rozumiem, o czym mówisz.

  • Małe sklepiki osiedlowe nie są już tak popularne jak kiedyś. O ile warzywa czasami lepiej jest kupić na targu, to resztę rzeczy już niekoniecznie. Targi był bardzo dobrą opcją, ale niestety zostały wygryzione przez małe osiedlowe sklepiki, które mają czasami nawet dwa razy wyższe ceny. No i wybór tam też nie jest satysfakcjonujący, bo często to tylko ekspedientka może podać towar. W marketach wszystko to wygląda trochę inaczej, to znaczy lepiej. Bo jednak są one blisko domu i jest ich co najmniej kilka a nie tak jak targ- jeden na miasto, gdzie trzeba wstać rano, żeby cokolwiek zdążyć kupić.

    • eV

      Małe sklepiki nie-samoobsługowe kojarzą mi się z przeterminowanymi produktami i powyłączanymi lodówkami, aby tylko mieć chociaż minimum zysku ze swojej pracy. Z kupowaniem na targach jest rzeczywiście więcej roboty, ale na ogół warzywa są tam o wiele smaczniejsze, niż te masowo sprowadzane przez markety. Też toczy się tam pewnego rodzaju bazarowe życie, co może być atrakcją dla niektórych osób. Myślę, że o ile targi jeszcze mają szansę się utrzymać, to dla małych sklepików dni są policzone.

      • Tylko, że targów też niestety jest już bardzo mało.

  • Świetny pomysł na dyskont w „piwnicy”! Nie szpeci blachą i tandetą, a jednak jest. Czasem właśnie brakuje jakiś sklepów z jedzeniem nawet w popularnych miejscach. Zaraz mi się przypomniało jak próbowaliśmy o 1 w nocy kupić cokolwiek do jedzenia w Gdańsku, którego nie znamy, w Noc Muzeów. Nawet na stacji paliw hot-dogi się skończyły!

    • eV

      O pierwszej to już i tak wszystkie Lidle i Biedronki, a nawet Żabki i Freshe były pozamykane. Za to po drodze na Noc Muzeów jeszcze można zdążyć :)

      • Czatowałam na Tesco 24h, ale nie znalazłam. Nawet monopolowy pewnie by mnie ucieszył, ale jak na złość nic. ;)

        • eV

          Znam ten ból. I z jednej strony myślę, że taki sklep by się przydał w centrum, ale z drugiej już teraz wyobrażam sobie pod nim hałaśliwych panów pijących nocą flaszkę za flaszką.

  • Lida postawiono – szybko zyskał pseudonim „stodoła” – wielki gmach pośrodku osiedla z wielkim parkingiem. Zieleń znikła. Poprzednio na tym miejscu stał zakład pamiętający dawne lata, wtedy nikt o zieleni nie myślał. Zakład był z nią w symbiozie. Trawę kosił. Przegrał z konkurencją. Korzyści to parking dla wrotkarzy i osób, które rano zostawiają samochody idąc do pracy. Lidl ukryty w podziemiach – takie rozwiązanie widziałbym w tym miejscu.

    • eV

      „Stodoła” – jak to pasuje do architektury większości dyskontów. Oby coraz rzadziej trzeba je było stosować :)

  • Coś jak Piotr i Paweł pod Manhattanem we Wrzeszczu;) Wygląda to nawet estetycznie i aż dziw bierze, że na Świętojańskiej jest dyskont;) Ale to zdjęcie Biedronki poniżej nie jest już z tej samej ulicy?:)

    • eV

      Piotr i Paweł pod Manhattanem kojarzy mi się z wiecznym remontem, choć być może już skończyli (dawno nie byłam).
      Z lokalizacją Biedronki dobrze rozpoznałeś – znajduje się jakieś 700 metrów dalej od Lidla :).

  • Lidle i Biedronki to najpopularniejsze sklepy obecnie. Pytanie tylko, czy tak będzie zawsze, skoro kilkanaście lat temu popularnością cieszyły się raczej wielkie hipermarkety. Po tych został ogrom ogromnych brył w parkingami na kilkaset samochodów, które nie zawsze da się wykorzystać do innych celów inaczej. A szpecą i nic nie szkodzi, że te z kolei budowano na przedmieściach, tam też ktoś mieszka i chce mieć ładnie. Dlatego też mi się podoba pomysł budowania dyskontów w podziemiach, ładnie, funkcjonalnie, no i nie tworzymy dodatkowych, mniejszych niż po hipermarketach, ale zawsze brył z niepewną przyszłością.

    • eV

      Hipermarkety się nie sprawdziły, bo błędnie zakładały, że zakupy będą na tyle ważnym elementem życia ludzi, że aż będą poświęcać na nie pół weekendu. Ogromne parkingi zostały – z paskudnym skutkiem dla środowiska i krajobrazu, bardzo trudno będzie odzyskać tam teren. Wiele z nich stawiano z dala od jakiejkolwiek zabudowy – a niemało wśród nawet domków jednorodzinnych – tam, gdzie ziemia była tańsza. Myślę, że nieduże dyskonty podobnie nie skończą. Nie widzę żadnego powodu, który mógłby je skreślić. No może jedynie rozwój sklepów internetowych, oferujących żywność z dostawą do domu.

  • Z jednej strony market w centrum miasta to wygoda, jednak z drugiej, jeśli ma powstać w miejscu zabytkowego obiektu, pomiędzy secesyjnymi kamienicami, to niech go lepiej sobie na granicy miasta wsadzą.

    Dobrze, że Lidle z dwuspadowymi dachami odchodzą już w niepamięć, bo się zmieniły niemieckie standardy. Nigdy nie mogłam na nie patrzeć :/
    A Biedronka w parterze budynku – to zależy. Mam taką jedną w moim mieście. Lecz w pięknie odremontowanej eklektycznej kamieniczce. Ten szyld, witryna, reklamy – całkiem inna bajka. Ciekawe kto na to wyraził pozwolenie :/

    A co do pomysłu podziemnego obiektu – jestem zdecydowanie na tak! Nie szpeci a pełni swoją funkcję :)

  • Ja się zgadzam z tym, że takie sklepy są potrzebne. Jak mam zrobić rajd po sklepikach to jasne, że wybiorę sklep w którym znajdę większość potrzebnych produktów. A ten Lidl w podziemiu jest super. W Poznaniu też ostatnio zrobili taką podziemną Biedronkę i zawsze jest dużo ludzi

  • W którym dokładnie miejscu jest Lidl? Wygląda naprawdę nieźle.

    • eV

      Przy Gdyńskim Centrum Filmowym – budynki Baltiq Plaza.

  • Jestem zdecydowanie ZA! Świetnie przedstawiłaś wszystkie argumenty z którymi się w pełni zgadzam! I mam nadzieję że dyskonty beda nadal powstawać w centrach miast po to by ułatwić życie jego mieszkańcom.
    ps. Ten podziemny Lidl- naprawdę relacyjne zagospodarowanie przestrzeni miejskiej! :)

  • Niestety, argument z wyborem w przypadku Biedronki uważam za totalnie chybiony. Stale obecne są jedynie podstawowe produkty (komfortu, że pójdę i będzie humus czy tofu nie ma), a wybór typowych produktów często sprowadza się do „wariant tani i wariant drogi”. Pod tym względem markety Piotr i Paweł biją Biedronkę na głowę (i nie są droższe w wariancie podstawowym, zwł. że są częste przeceny). Ale tak, kupując w Biedronce da się przeżyć.

    Kolejny nietrafiony argument to te rodzinne sklepiki z lodami czy słodyczami jako alternatywa dla spożywczaków. No niestety, może i są oblężone, ale tylko w wybrane dni/pory tygodnia. I tylko te nieliczne, którym udało się wybić. Ludzie wydają znacznie więcej pieniędzy na ogólną spożywkę, niż na słodycze, zwł. słodycze powiedzmy premium. Zresztą mam wrażenie, że te lokalne sklepiki raczej migrują w stronę sieci typu Żabka niż wspomnianych ręcznie robionych słodyczy.

  • Rozumiem, że dyskonty nie mają najprzyjemniejszej formy wizualnej, ale dopóki strasznie nie szpeci okolicy i spełnia swoje zadanie to ja jestem za ?

  • Zgadzam się ze wszystkim o czym napisałaś w tym poście!