Wpis dodany: Grudzień 13, 2016 11:20 pm w kategorii:

Parę dni temu oddałam swoją pracę dyplomową i mam wrażenie, że coś jest nie tak. Taka oczekiwana długo chwila, a nie przyniosła ze sobą nic magicznego. Nie było nawet fajerwerków. Niby zaczęłam sobie odhaczać wszystkie odkładane na „po dyplomie” czynności, nadrabiać sen, sprzątać w mieszkaniu… ale nie czuję tej „zmiany”, którą sobie zaplanowałam. Czas idzie dalej, życie się toczy, wciąż mam mnóstwo książek do przeczytania i filmów do obejrzenia i nikt mi nie powiedział, że teraz jest właśnie ten czas, żeby to odmienić. Bloga też zaniedbałam, po raz kolejny. Ciągle mam swoją niekończącą się listę postów do napisania i powinnam i je zacząć powoli realizować. Potrzebuję jednak napisać coś luźnego, bez tematu, wstępu, rozwinięcia i zakończenia. Bez starania się za wszelką siłę, aby ktokolwiek to przeczytał. Czy ja jeszcze umiem pisać po takiej przerwie? Pisać, Pisać, a nie parafrazować akty prawne w opisie budynku załączonym do projektu.

Sam projekt – cztery plansze formatu 100×70 – przedstawia budynek hotelu, jego wyraz estetyczny, jego zgodność z warunkami technicznymi i konstrukcyjną możliwość jego postawienia. Prezentuje zbiorowisko ścian i stropów o kompozycji dobranej bardziej szczegółowo niż jakakolwiek potrawa w kuchni. Wewnętrzne rurestwo (poprawniej: instalacje) poprowadzone bardziej lub mniej szczegółowo. Ludzi zbiegających podczas pożaru normatywną klatką schodową do normatywnych korytarzy. Wirtualnego inwestora, patrzącego, czy aby żaden metr powierzchni użytkowej się nie zmarnował.

Ale tak naprawdę ten projekt przedstawia drogę. Nie ulicę, tylko podróż w czasie przez ból (zwłaszcza pleców), łzy (kiedy trzeba pokazać portfel w drukarni) i zmęczenie (a to akurat to przez cały czas). Mimo to, bardzo rozwijającą i uświadamiającą drogę. Nie chodzi o pokonywanie kolejnych progów wytrzymałości, czy zaciekłej walkę z czasem, ramię w ramię z niedociągającą motywacją. Chodzi przede wszystkim o zniesienie samej siebie – nie tej z lustra a tej, która prawie pół roku temu zaczęła stawiać pierwsze kreski w szkicowniku i myślała, że przecież już wszystko wie i za pół roku na pewno nie okaże się, że coś się dało zrobić lepiej.

Praca inżynierska na architekturze ciągnie się przez dwa semestry – w pierwszym przygotowuje się projekt koncepcyjny, czyli całą formę budynku. Ustala się jego wymiary i kształt, przyjmuje wstępnie materiały, rozwiązania konstrukcyjne, kreuje zagospodarowanie działki. Jest to niezwykle ważny etap, gdyż każdy błąd będzie owocował następnymi w przyszłości. Na semestrze inżynierskim rozwija się przyjęte założenia, rysując szczegółowe rysunki budowlane, opracowując detale budynku i przygotowując opis. Wtedy wychodzą na wierzch wszystkie niedociągnięcia koncepcji. Wymiary przyjęte „na styk” niebezpiecznie się zawężają, coś podliczone wtedy na szybko teraz daje zupełnie inny wynik. Momentami zaczynałam być wściekła na samą siebie, że niedopilnowałam paru spraw, że nie uwzględniłam wszystkiego. Błędy z semestru poprzedniego towarzyszyły mi cały czas. Co za ponury absurd, aby o budynku decydować na semestrze szóstym, kiedy jest się kretynem?

Projekt ten dodatkowo podrażnił moje wmówione sobie wcześnie poczucie absolutnej umiejętności obsługi programów. Zwłaszcza Revita. Gdy po wakacjach otworzyłam swój plik, nie mogłam uwierzyć, jak mogłam nie odróżniać linii detalu od linii szczegółu, dlaczego unikałam wcześniej opisywania i wymiarowania projektu w tym cudownym narzędziu, przerzucając projekt dość wcześnie do topornego AutoCADa. Początek października był męczeniem się z własnym projektem. W mojej pamięci również nie zachowały się algorytmy pracy – sposoby według których oznaczałam ściany kolorami na rysunkach konstrukcyjnych, ustawienia eksportu plików tak aby w jak najmniejszym stopniu zawieszały kompa czy uporządkowanie folderów, do których zapisywałam elementy projektu.

Myślę, że jednym z ważniejszych celów tego projektu było właśnie uświadomienie, jak ważne jest przyłożenie się na samym początku, jeśli nie chce się pluć sobie w brodę na każdym kolejnym kroku. Ja za bardzo marzyłam o tym, aby zaprojektować budynek niesamowity. Chciałam stworzyć coś wyróżniającego się, nietypowego. Taka szkodliwa ambicja może prowadzić do zguby. Zwłaszcza, że ja wcale nie uważam, że celem architektury jest dążenie do stania się dziełem sztuki. Może być postrzegana w taki sposób, ale jej przeznaczeniem jest bycie użyteczną.

Na szczęście dyplom został już oddany. Pamiętam, kiedy w najcięższych momentach do tego stopnia straciłam rachubę czasu, że nie wiedziałam, czy Mikołajki już były, czy jeszcze nie. Był to koniec listopada. Teraz nagle mają być Święta, a jeszcze przed nimi sesja podstawowa na studiach. Nie jestem mentalnie przygotowana na jedno i drugie. Nie mam pomysłów na prezenty, nawet nie mam kiedy ich poszukać. Czas pozostały do odwiedzin u rodziny mam wypełniony co do minuty. Takie tam „wolne” po oddaniu dyplomu. Trochę odbiegło od oczekiwań. Zastanawia mnie, czy pierwsze od lat Święta po sesji, podobnie wypną tyłek. Chociaż do egzaminu inżynierskiego pozostanie wtedy jakiś miesiąc. To prawie cała wieczność.

Ale szczerze mówiąc, trochę nie mogę się doczekać, aż będę mogła się podpisywać inż. arch.

dyplom inżynierski - wizualizacja hotelu

Tak wygląda elewacja frontowa hotelu, który zaprojektowałam na dyplom. Sam projekt (cztery plansze) będę mogła Wam pokazać dopiero za kilka miesięcy. Poświęcę wtedy temu budynkowi dłuższy wpis, opiszę co sprawiło najwięcej trudności, a co najwięcej radości. Pewnie dorzucę jakieś przemyślenia z perspektywy czasu. Na pewno będą o wiele bardziej poukładane niż cokolwiek, co mogłoby powstać wokół tego projektu teraz.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone
  • Fakt. To, co olałam w poprzednim semestrze walnęło mnie w twarz z całej siły w tym i warto o tym pamiętać „na drugi raz”. Póki co przeraża mnie myśl, że wypadałoby już czytać pytania na inżynierski… I tak, też trochę czekam na te kilka literek przed imieniem XD

    • eV

      Mam nadzieję, że te pytania okażą się dla mnie powtórką tego, co w tej głowie jeszcze zostało, a nie ponownym uczeniem się czegoś, czego od dawna w niej nie ma :/. Ale póki co, prawo budowlane, etyka, święta. O egzaminie zacznę myśleć, kiedy ze zdaną sesją będę pakować ostatni prezent :D.

      • Myślę, że nie są aż takie złe te pytania, damy radę, w końcu jakoś przeżyłyśmy te 3,5 roku :D

        • eV

          Jeszcze nie słyszałam, aby ktoś na egzaminie odpadł :D.

  • U mnie praca dyplomowa to był jakiś mało śmieszny joke. Moja praca trafiła w ręce recenzenta w trakcie obrony, a mój promotor chyba też nie czytał jej, lub przynajmniej nie całą. Sytuacja taka dała dużą swobodę w działaniu…natomiast wiele godzin pracy zostało olane ciepłym moczem. Ale w końcu takie są polskie uczelnie, tylko dla trzech literek przed nazwiskiem.

    • eV

      Mówisz serio? Wydawało mi się, że po to te prace oddaje się tak wcześnie, aby każdy zdążył je osiem razy przeczytać. A tak z ciekawości – jaki kierunek? :)

  • Moj bliski przyjaciel studiowal architekture i bylam zafascynowana jego praca nad projektami i jak te jego studia wydawaly sie ciekawe i angazujace – w porownaniu z moja politologia.
    Bardzo bym chciala studiowac kierunek, jakis inzynieryjny, architektura, architektura wnetrz – jednak nie mam reki do rysunku, eh ja ;/

    Przepiekny hotel wyszedl Ci :)

    • eV

      To są studia ciekawe i angażujące, do bólu. Ciekawe, bo słyszysz tyle ciekawych rzeczy na takie tematy, na których istnienie nawet byś nie wpadła. Ale to takie głaskanie tematu, chcesz wiedzieć więcej, szukasz książek. Te studia strasznie mobilizują do dokształcania się we własnym zakresie. Poza tym wymagają wszystkiego, od wysiłku, przez czas i nerwy do najgłębszych czeluści Twojego portfela kiedy nadchodzi czas wydrukowania Twojego projektu. Jednego dnia wydałam połowę mojej pensji.
      Wydaje mi się, że większość osób u mnie na roku nie ma ręki do rysunku. Pokazały to zajęcia plastyczne na pierwszych latach, gdzie widać było że połowa studentów nie rysuje „z wyczuciem” a tak, jak nauczono ich w szkołach rysunku. Mechaniczne kreski, stałe patenty na narysowanie tych samych rzeczy w ten sam sposób. Straszne rzemiosło. Rzemiosła nauczyć się łatwiej niż sztuki.

  • W przyszłym semestrze kończę studia magisterskie. Powoli przymierzam się do pisania pracy oraz tworzenia szkicu do pracy dyplomowej (kierunek nie ma nic wspólnego z architekturą, a praca dyplomowa to też taki twór nieoficjalny, gdzie – ponoć – i tak nigdzie nie będę miała jej na dyplomie wpisanej…). Po doświadczeniu z licencjatem mam podejście na zasadzie „zrobię to najlepiej jak potrafię, ale nie jest to coś, czemu poświęcę się w 100%” (i tak te 60 stron przeczyta może max 5 osób). A co będzie po studiach? Cóż, na szczęście mam już kilka punktów zaczepienia (w końcu jednocześnie pracuję), jestem dobrej myśli i nie mogę się doczekać:)

    Tak, czy inaczej – powodzenia na obronie!

    • eV

      U mnie było kilka takich elementów pracy, o których można było powiedzieć, że „nie trzeba się przykładać”. Na przykład do opisu do projektu. Niektórzy chamsko przekopiowywali go od innych. Słyszałam legendę, że ktoś kiedyś zapomniał nawet zmienić cudzego nazwiska na swoje. Nie wiem, na ile to prawda. Ja tak nie potrafię – muszę czuć, że coś jest moje. Muszę też się przyłożyć, jeśli mam się pod czymś podpisać. Nawet jeśli nikt nie będzie się w to nie wiadomo jak zagłębiał. Bardziej to dla mojej własnej satysfakcji. Chociaż z tym 100% coś jest. Bo ja zawsze mam wrażenie, że dałoby się więcej. Że spokojnie mogłabym nie spać kilka nocy (robiłam tak często w liceum i na początku studiów), a oddać projekt 100% satysfakcjonujący. Teraz widzę, że to nie robi żadnej różnicy dla projektu – i tak nikt nie zauważy tych niuansów. Bardziej robię tak, aby efekt był widoczny, a nie abym odczuła go w swojej pracy.

  • Teresa Bęben

    Również jestem na etapie pisania pracy magisterskiej, obrona za pół roku. :) Doskonale wiem ile potu, krwi i łez wymaga proces twórczy prac dyplomowych. Powodzenia! :)

    • eV

      Tobie również!

  • Ja w tym roku w ogóle nie czuję Świąt – pewnie to dlatego, że tu tak „ciepło”. Prezenty dla dzieci na szczęście dorwałam ze trzy dni temu, ale nadal nie znalazłam chwili, żeby je zapakować. I tak nagle sobie uświadamiam, ze w sumie został tydzień. Jak to dobrze, że spędzamy święta sami, nawet nie muszę za bardzo nic przygotowywać :D

    Trzymam kciuki za sesję i żebyś się wyspała chociaż trochę podczas przerwy świątecznej!

    Co do samego tekstu, otwieranie prac z początków pracy z narzędziem, na etapie, kiedy już go dobrze znamy, to zawsze jest szok – ja to samo mam z kodem, jak otwieram coś sprzed kilku lat. I sobie uświadamiam, że to się dało łatwiej/czytelniej, ale mi się wtedy nie chciało dokształtcić…

    • eV

      Święta bez śniegu. Kolejne. I niech tu ktoś powie, że globalnego ocieplenia nie ma. Niby są światełka na sklepach – ale sklepy przyzwyczaiły nas, że równie dobrze mogą oznaczać one początek października. Święta spędzone bez rodziny? Mnóstwo plusów i minusów. Pewnie łatwiej o tym myśleć, kiedy ma się dzieci itp. – dla mnie natomiast to by było takie „bezosobowe”.

      Haha, z kodem to musi być prawdziwa masakra. I to już chyba łatwiej porównać do tekstów na bloga sprzed lat. O moich zdecydowanie można powiedzieć, że to jest szok. Jasne, zdania wielokrotnie złożone pisze się bardzo przyjemnie. Ale świadczą o braku chęci uczynienia swojego tekstu czytelnym dla drugiej osoby :D.

      • Bezosobowe? Co najwyżej mało świąteczne, ale ja taaaaaka religijna jestem. Mi wystarczy, żeby w domu była choinka i pachniało pomarańczami. Cieszę się naprawdę z tego, że w końcu będziemy tylko w czwórkę i nigdzie nie trzeba jeździć.

        Nie no, nie jest z tym kodem AŻ TAK źle. Jasne, pierwszy kod, z czasów jak miałam 12-13 lat to faktycznie woła o pomstę do nieba (CSS pamiętam, że cały pisałam caps-lockiem i oczywiście w sekcji head. Wszystko na position: absolute; ale tak wtedy wszyscy kodzili). Z WP jest trochę przepaści, ale wiadomo – człowiek się uczy i rozwija :D i uczy się czytać dokumentacje! To najważniejsze chyba :D kiedyś mi się nie chciało, sklejałam rzeczy do kupy tak jak umiałam, albo tak jak znalazłam na stackoverflow :D Z pisaniem? Och. Stare blogi prowadziłam w sposób, za którym tęsknię :< ale mam u siebie gdzieś na końcu trochę tekstów, które składają się z jednego paragrafu na 300 słów – tego się nie da czytać.

        • eV

          Widzisz, u mnie choinki nie będzie na pewno. Nie ma czasu na ubranie jej, nie ma nawet czym. Bez sensu kupować wszystko do wynajmowanego mieszkania. Trochę więc by mi tego brakowało, gdybym nie jechała do rodziny.

          Kiedyś chyba ogólnie mniej się wymagało od czegokolwiek w internecie.

          • Wiem o czym mówisz, ja tu też w tym roku nie poszaleję z choinką – kupimy żywą na pewno (mam nadzieję, że dziś albo jutro), nie musi być duża. Jako ozdoby będą musiały w tym roku wystarczyć suszone pomarańcze, chyba, że dorwę jeszcze jakieś lampki w normalnej cenie i te takie koralikowe łańcuchy. I też nie wiem, czy weźmiemy dużą czy małą, ale generalnie musimy mieć – bo to już ten wiek, kiedy dzieci wierzą w Mikołaja i czekają na choinkę :D a że nie ma śniegu, to to jedyny sygnał, że faktycznie są święta.

            No tak tak, bo to wciąż były zgłębiane tematy – tworzenie WWW 10 lat temu to było jaranie się flashem i wszystko na obrazkach i tabelkach :D

  • Będę czekał na kolejne odcinki o projekcie. Początek interesujący.

    • eV

      Sama z chęcią bym wszystko napisała już teraz, ale prawo autorskie w Polsce przekazuje prawo pierwszej publikacji prac dyplomowych na uczelnię. Wiem, że mało kto się tym przejmuje i można znaleźć mnóstwo świeżo opublikowanych w necie praw. Ale ja jednak wolę się sztywno trzymać prawa i nie stresować :).

  • Jeśli chodzi o święta to nie jesteś sama, ja też w ogóle nie ogarniam, że to już za chwilę, za 8! dni.
    Chętnie zobaczę Twój projekt i dowiem się więcej o Toim projekcie dyplomowym. Zawsze mnie ciekawiło, jak architekt projektował dany budynek, o czy myslał, jakie miał do zachowania normy i wymagania klientów. :)

    • eV

      Niestety, tutaj jest często więcej norm i warunków niż czystej finezji, nie mówiąc już o stronie technicznej. Chciałoby się zrobić budynek niesamowity, fenomenalny, wręcz nieprawdopodobny – a trzeba przewidzieć w nim drogi ewakuacji, trzeba zadbać o stateczność konstrukcji i o to, aby poszczególne instalacje się w nim w ogóle zmieściły (w większych budynkach czasami na instalacje przeznacza się całe piętra techniczne). Trzeba pogodzić bardzo wiele elementów. A mimo to powstają obiekty zapierające dech w piersiach. Dla mnie takim jest budynek ECS w Gdańsku czy wiele, wiele obiektów za granicą. Chciałabym umieć coś takiego stworzyć.

  • Ja to 6 lat temu męczyłam się ze swoją inżynierką… A wydaje mi się jakby to było wczoraj. Zobaczysz – szybko Tobie przeleci, za szybko, ciesz się tym co masz, wyjedź na Erasmusa i korzystaj z życia! :)

    • eV

      Te półtora roku magisterki brzmi jak nic. Jak coś, co nawet nie zdąży się porządnie zacząć. Erasmus jeszcze by to skrócił. Chciałabym wyjechać, nie wiesz jak bardzo. Ale moim marzeniem są zagraniczne studia trzeciego stopnia. Całe, a nie jeden semestr.

  • Bardzo chętnie zapoznam się z bliższym opisem projektu, będzie to dla mnie bardzo interesujące. :)

    • eV

      Jak tylko będę mogła go opublikować, wstawię na bloga bardzo długi wpis :)

  • Remigiusz Modrzejewski

    To uczucie braku fajerwerków najdotkliwsze jest po doktoracie. Duża komisja, każdy profesor z innego zakątka świata, ogłoszenie tytułu, impreza… A potem nic.

    • eV

      Bardzo ciekawe. Rozważam studia trzeciego stopnia już teraz, choć szczerze mówiąc, nic o nich nie wiem. Choć i u mnie na uczelni co jakiś czas ktoś dostaje doktorat i rzeczywiście trudno to przeoczyć. A co się dzieje później – to już dla mnie wielka tajemnica.