Wpis dodany: Styczeń 12, 2017 1:37 pm w kategorii:

Polska to piękny kraj, mało kto temu zaprzeczy. Niestety, ten stan nie potrwa wiecznie. Z jednej strony wycinane są cenne lasy i puszcze, nawet te podobno objęte ochroną, z drugiej władzom nie przeszkadza tragiczna jakość powietrza. Podczas gdy statystyki alarmują o kilkukrotnie przekraczanych normach zanieczyszczenia, ministrowie bagatelizują problem. Jak przeczytałam, że minister zdrowia uznał, że problem jest tylko teoretyczny, bo i tak ludzie palą papierosy, to nie wiedziałam czy wybuchnąć od razu ze złości czy tylko zacisnąć mocno pięści i wstrzymać oddech.  Ja nie palę! Dlaczego też mam oddychać tym smrodem?!

Zresztą, problem jest o wiele większy. Bo możemy założyć, że smog jest tymczasowy. Że statystyki są przekłamane, że te kilkadziesiąt tysięcy Polaków rocznie po prostu miało pecha. Wybrało sobie zły fragment powietrza do wciągnięcia nosem. Problemem jest wieczna ignorancja w kwestiach środowiska. Brak jakiejś większej strategii ekologicznej, poza normami narzucanymi przez Unię. Problemem jest to, że wciąż promowany jest transport indywidualny jako najwygodniejszy środek transportu i… najtańszy. Już w dwie osoby często bardziej opłaca się cenowo dotrzeć w niektóre miejsca samochodem. Poza centrami dużych miast jest to szczególnie widoczne. A jeśli dochodzą do tego niskie częstotliwości odjazdów pojazdów komunikacji publicznej z przystanków, to wybór środka lokomocji nasuwa się sam.

smog
Nie wszystkie zanieczyszczenia widać w powietrzu. Aby przedstawić tragizm sytuacji pozwoliłam sobie je zwizualizować.

I tutaj również przyczyna jest głębsza. Ludzie mieszkają coraz dalej od centrów miast, podczas gdy to w nich pracują i spędzają większość dnia. Dojeżdżając codziennie do swoich sypialni, często ciężkimi samochodami, dodają swoje ziarenko do ogólnego zanieczyszczenia. Nie ich wina, że miał być autobus, ale w końcu go nie ma. Nie opłaca się puszczać nowej linii dla czterech osób. Musiałaby jeździć na tyle rzadko, żeby zebrać pasażerów – a to z kolei zniechęciłoby ich jeszcze bardziej. Tak więc dojeżdża się z tych przedmieść dwa razy dziennie i w weekendy na zakupy. Niektóre rodziny mają po kilka samochodów, bo ich członkowie pracują w innych częściach miast. Ale warto zwrócić uwagę na przyczynę powstawania takich osiedli, oddalonych często wiele kilometrów od śródmieścia.

Wiadomo, ziemia jest tańsza, więc i klient dewelopera mniej zapłaci, chętniej kupi. Być może mieszkanie za obwodnicą to nie do końca jego szczyt marzeń, ale przynajmniej ma swoje własne cztery ściany z ogródkiem. Za to do szkoły samochodem, do sklepu samochodem, do kościoła samochodem i do znajomych samochodem. The American Dream, połlysz edyszyn. Czekam na likwidację zabudowy śródmieść, aby pomiędzy biurowce i parkingi wcisnąć drogi szybkiego ruchu, albo – po nieznacznej zmianie prawa – i autostrady. O to chodzi?

Dlaczego w ogóle planuje się osiedla w takich miejscach? Jeśli na danym terenie nie funkcjonuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, to trzeba uzyskać decyzję o warunkach zabudowy, które otrzymuje się wyłącznie w sytuacji kiedy dana działka posiada dostęp do drogi publicznej, oraz co najmniej jedna z sąsiednich działek jest zabudowana, nie mówiąc już o braku konieczności odrolnienia. A przecież w miejscach, gdzie powstają tego typu osiedla nie ma ani drogi, ani domów. W takim razie miejscowy plan zagospodarowania musi istnieć, więc wszystkiemu winne są miasta.

Te same miasta, które stale zwiększają ceny biletów na komunikację publiczną. Ta oczywiście jest coraz nowsza, coraz ładniejsza i czystsza, choć w każdej części Polski czasem można trafić na starego klekota z brudną tapicerką. Najgorsze chyba jednak są pociągi dalekobieżne. Mój bilet z ulgą 51% jest często nielogicznie drogi i totalnie nie rozumiem, jak można płacić ponad dwa razy więcej za podróż w ośmioosobowym przedziale lub – o zgrozo – na korytarzu. Toalety składające się najczęściej z dziury wyrzucającej nieczystości na tory. No i  pozostałe atrakcje, m.in.: współpasażerowie, którzy wyraźnie bardziej wolą wódkę niż wodę, niedziałająca klimatyzacja, ogrzewanie, oświetlenie, niezamykające się okna (lub niedające się otworzyć)…

Nawet ja, przeciwniczka komunikacji indywidualnej, postanowiłam zrobić wreszcie prawo jazdy. Naprawdę, nie chcę smrodzić spalinami, nie chcę swoim trybem życia wspierać przemysłu rafineryjnego i nie chcę dodawać tych kilku metrów sześciennych objętości auta do smutnej rzeczywistości centrów miast, zamieniających się w parkingi. Tylko miałam trochę za dużo czasu na myślenie, kiedy po wyjściu z zakupami z Auchana musiałam czekać pół godziny na autobus, lub kiedy dotarcie do znajomych z jedną przesiadką zajęło ponad godzinę.

Na pewno nie chcę usprawiedliwiać kierowców. Zawsze smuci mnie ten widok, kiedy wyjdę na ulicę i zacznę w głowie ustalać statystykę, ile pasażerów średnio zawiera jeden samochód na drodze. Nie zawsze ta liczba wykracza ponad 1, a jeśli już, to ledwo. Ludzie wolą jeździć samochodem nawet w pojedynkę, niż wsiąść do autobusu czy tramwaju. W końcu system zarządzania sygnalizacją świetlną został ustawiony w taki sposób, aby minimalizować korki. Tak zwana święta przepustowość. Tymczasem ludzie czekający na przejściu dla pieszych spóźniają się na tramwaj czy kolejkę.

Wracając do osiedli z dala od centrów miast. Drugą rzeczą (poza liniami komunikacji publicznej), której nie opłaca się do nich prowadzić, są sieci ciepłownicze. Indywidualne piecyki, w których ludzie palą prawie wszystkim to kolejny sprzymierzeniec smogu. Rozwój współczesnych technologii, źródła energii odnawialnej, powinny zbliżać społeczeństwo do poradzenia sobie z problemami zanieczyszczeń powietrza. Od 1 stycznia tego roku nowo stawiane budynki będą o wiele bardziej energooszczędne i dzięki temu mniej energii będzie potrzebne do ich ogrzania. Tylko co z już istniejącą zabudową, często nieocieploną wcale? Wydaje się ona mało obchodzić polskie władze, które nawet nie wyobrażają sobie wesprzeć wymianę pieców w gospodarstwach domowych. Mam wrażenie, że gdyby nie dyrektywy unijne, to takie wymagania nie pojawiłyby się wcale.

Tymczasem wycinane są kolejne drzewa. Ostatnio wprowadzono ustawę, która ułatwia prywatnym inwestorom wycinkę drzew na swoich działkach, bez konieczności uzyskania pozwoleń (cel niekomercyjny). Już nieraz słyszałam o magicznie chorujących roślinach w momencie, kiedy utrudniają one planowaną zabudowę. Zbyt łatwo potraktować zieleń jako wroga, podczas gdy każde drzewo oczyszcza powietrze i pomaga w regulacji wody w miastach. Obowiązek zrekompensowania wyciętej rośliny też nie załatwia sprawy, bo potrzeba wielu lat aby nowe drzewo uzyskało wielkość usuniętego. Kogo to jednak obchodzi, w czasach, kiedy wycina się Puszczę Białowieską. W końcu jak można płakać za jednym drzewem, kiedy giną lasy?

Oczywiście najłatwiej powiedzieć, że wszystkiemu winne duże fabryki, a działalność szarego człowieka w żaden sposób nie wpływa na smog. Każdy, kto tak twierdzi prawdopodobnie nigdy nie miał sąsiada palącego w piecu pieluchami, co można poczuć z daleka albo nigdy nie odkaszlnął nieszczęśliwie wdychanego powietrza z rury wydechowej przejeżdżającego samochodu. Przecież nie bez powodu to właśnie w okresie grzewczym pojawia się smog.

Według Światowej Organizacji Zdrowia 33 z 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Unii Europejskich znajduje się w Polsce. Na szczęście na liście nie ma Gdyni ani Gdańska – głównie dzięki nadmorskiej lokalizacji, ale także przez stosunkowo małe zakorkowanie i duży procent gospodarstw przyłączonych do sieci miejskiej lub wyposażonych w piec gazowy.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook5Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone
  • Pamiętam czasy, kiedy ktoś, kto szedł w masce przez miasto – rzucał się w oczy. Albo sytuację z lat dziewięćdziesiątych, kiedy do Polski przyjechał Michael Jackson i też miał na twarzy maseczkę. Dziś – to coraz częstszy „element garderoby”, niestety.

    • eV

      Masz rację, to jest straszne. Widziałam ostatnio w internecie wypowiedź jakiegoś krakowskiego biegacza – pokazywał swoją maseczkę po kilku godzinach – była cała szara.

  • Kraków ma świetnie zorganizowaną komunikację publiczną, która naprawdę rzadko daje powody do narzekania (co bynajmniej nie znaczy, że krakusy nie narzekają, ale to inna sprawa), miasto promuje komunikację publiczną na różne sposoby – a i tak zapełniają go niekończące się sznury samochodów wożących po jednej osobie i jadących w godzinach szczytu wielokrotnie wolniej niż tramwaje. Pewnych postaw i zachowań łatwo się nie wykorzeni, nawet w idealnych po temu warunkach…

    • eV

      Kraków ma też geograficznego pecha, bo jakkolwiek by nie chciał, musi się starać o wiele bardziej żeby utrzymać powietrze w dopuszczalnej jakości. Jeśli jest tak jak mówisz (czyli że komunikacji publicznej nie ma co zarzucić), to coś jest mocno nie tak z naszym społeczeństwem.

      • de

        Z moich aktualnych wcale-nie-takich-znów-przedmieść samochodem docieram do centrum w 15 min (korzystam z podwózki). Kochanym, zatłoczonym MPK zajmuje mi to godzinę:) Rowerem ok. pół godziny i jest to świetny kompromis, no ale nie zimą, a już na pewno nie przy tym zanieczyszczeniu :(

        • eV

          I koło się zamyka…

          • de

            Dokładnie… Owszem, można zostać hipsterem (żarcik), wszędzie jeździć tylko rowerem, mieszkać w starej, zagrzybionej i zimnej kamienicy w centrum, no ale… kto chciałby mieszkać w tej betonowej pustyni? Na przedmieściach chociaż jakieś drzewka rosną… Patrząc na zalesienie Krakowa można autentycznie zapłakać. Cienki pasek Plant, Park Lotników, Lasek Wolski, troszeczkę ogródków działkowych i pasek wokół Wisły na Dąbiu i… tyle? Ileż parków ma Warszawa, albo choćby jak zielony jest wyśmiewany przez tyle lat Śląsk. Smutne, bardzo smutne.

          • eV

            Zieleń jest kluczowa, zawsze. Zwłaszcza w centrach, gdzie większość mieszkańców przecież nie ma własnego ogródka. Nie wyobrażam sobie nie móc raz na jakiś czas poobcować z przyrodą. I tak Kraków ma szczęście – gdyby mury miasta wyburzono dopiero teraz, pewnie zamiast Plant mielibyśmy trasę szybkiego ruchu z wszechobecnymi jeszcze bardziej parkingami. A może Kraków ma pecha – w końcu doczekał się swojego „miasta-ogrodu”, Nowej Huty, która chyba nie do końca mu wyszła. A przynajmniej takie odniosłam wrażenie, kiedy kilka lat temu tam byłam.
            Myślę, że Kraków po prostu potrzebuje jakiejś większej strategii, a nie jednego „dnia bez samochodu”, w sytuacjach już totalnie drastycznych.

  • Straszne rzeczy się dzieją a opisałaś zaledwie czubek góry lodowej.
    Ja mam to szczęście, że pracuje w domu, mieszkam blisko centrum i nie muszę robić prawka. A jak widzę samochody wożące powietrze…
    Do tego dochodzi sama budowa miast. Warszawa jest ogromna i faktycznie trzeba więcej jechać, ale ma bardzo zieleni, co zawsze w jakiś sposób to rekompensuje. Ale za to Lublin jest dosyć mocno skompresowanym miastem a z roku na rok zieleni coraz mniej. Aż jestem zaskoczony, że nie znajduje się w czołówce zasmogowanych miast.

    • eV

      Może Lublin leży w takim miejscu, że nie kumulują się tam szkodliwe pyły. Niestety one się nie dematerializują, a zatruwają wszystko wokół. Zieleń i parki w Warszawie to dobra rzecz, ale smogu nie zlikwidują. Potrzeba jeszcze dobrej woli mieszkańców.

  • Bardzo smutny artykuł. Mnie również dobija podejście osób rządzących w tym kraju oraz ich stosunek do zanieczyszczeń powietrza. Nie rozumiem dlaczego pieniądze pozwalają na wycinkę lasów, zanieczyszczanie naszego środowiska naturalnego oraz tak znikome propagowanie alternatywnych źródeł energii. Obawiam się, że niedługo będziemy musieli wychodzić z domu w maskach, bo powietrze będzie dla nas istną trucizną nie tylko przez kilka dni…
    Ja również napisałam artykuł o smogu, może Cię zainteresuje http://sianajaklodu.pl/jak-zarobic-na-smogu-i-aferze-z-zanieczyszczonym-powietrzem-przez-pyly-zawieszone/

    Pozdrawiam :)

    • eV

      Już teraz ludzie korzystają z maseczek – zwłaszcza ci, którzy uprawiają sport. Powietrze niby powinno być takim oczywistym dobrem, do którego każdy ma nieograniczony dostęp… a tu jednak nie. Z chęcią przeczytam Twoją wypowiedź.

  • Mieszkałam w Krakowie 7 lat. Z roku na rok coraz bardziej zauważalny i odczuwalny stawał się smog. W tamtym roku nie było momentami czym oddychać, w tym roku na szczęście mnie już tam nie ma. Pamiętam, jak w zimie obserwowało się czarne kłęby dymu unoszące się nie z fabryk, ale z domów jednorodzinnych.. Nie wiem, ile jeszcze potrwa zatruwanie się nawzajem, ale jesteśmy coraz bliżej od katastrofy. Pozdrawiam!

    • eV

      Myślę, że każdy kto ceni swoje zdrowie wkrótce zacznie uciekać od smogu. Ja na pewno bardzo źle bym się czuła, gdyby powietrze z zewnątrz było dla mnie ciężkie i gryzące w gardło, a nie orzeźwiające. Powinno się więcej o tym mówić, głośniej uświadamiać.

  • Agnieszka Urbaniak

    Ciekawy artykul. Polskę czekaja jeszcze dlugie lata, zanim cos sie zmieni. Byle nie było za późno.

    • eV

      Niestety, z roku na rok jest coraz gorzej a nie lepiej.

    • eV

      Z takim smogiem już nie będzie tak łatwo wygrać.

  • Ewelina

    Powiem Ci tak. Jesteśmy zatruwani już każdej możliwej strony. Powietrze o którym wspomniałaś, warzywa, owoce i mięcho. Woda. Problem segregacji śmieci.

    Z roku na rok jest coraz gorzej. I tak chyba niestety będzie. Wkurza mnie tylko fakt. Że władza w tym nie pomaga. A taka ich chyba rola. Ostatnie jakieś głupie w tajemnicy zatwierdzenia, m.in. wycinka drzew na własnej posesji bez zgody i zezwolenia. Ok, rozumiem, moja działka i ja decyduję o jej wyglądzie. Tylko, że drzewa rosły przez -dziesiąt lat. Spełniają „jakąś” funkcję, prawda? Nie tylko dla nas wizualną. Rozumiem, gdy jest tak bujne i zasłania całe słońce na podwórzu i w domu, albo jest bardzo stare i grozi oberwaniem gałęzi itp. Władza ułatwiła nam samowolkę. Podobnie mamy z paleniem. Wystarczy dofinansowanie i obowiązek prawny co do jakości piecy, starych aut, ulgi zupełne dla seniorów, uczniów i dzieciaczków – aby jeździli komunikacją miejską – bez podwózek przez rodziców, a dziadki i tak stwarzają większe zagrożenie na drodze niż ktokolwiek inny. Jest mnóstwo możliwości zapobiegania takim sytuacjom. A potem, za kilkanaście lat, okaże się, że zachorowalność w niektórych miejscowościach będzie 100%. I wątpię, żeby wtedy ktoś pamiętał, że mieliśmy okresy z tak zanieczyszczonym powietrzem. A będzie coraz gorzej. Bądźmy realistami.

    • eV

      Stare i zagrażające drzewo można było wyciąć i tak – każdy urząd by na to zezwolił. Komunikacja publiczna – dokładnie tak jak pisałam – powinna sama zachęcać do jej wybierania. W końcu na tym korzystają wszyscy. Nic nie da jeden dzień darmowych biletów, to powinno być cały czas. A Twój czarny scenariusz, o zachorowalności, już się powoli realizuje. Nawet jeśli nie umieramy bezpośrednio, to zanieczyszczenia wywołują bóle głowy i wiele innych dolegliwości.

  • Aż 33 miasta z 50 to miasta polskie – nie wierzę, w to co czytam! Mam nadzieję, że zarządzający miastami są w stanie i będą chcieli wprowadzać rozwiązania, które będą minimalizować ilość smogu. Też się cieszę, że na tej liście nie ma Gdyni, bo tu zacumowałam :)

    • eV

      Są w stanie i chcą, ale często są rzeczy ważniejsze według ich opinii. Walka ze smogiem powinna być stała, skuteczna, a nie opierająca się na pojedynczych akcjach.