Wpis dodany: Listopad 5, 2017 4:51 pm w kategorii:

Minęły dwa miesiące odkąd mieszkam w Eindhoven. Choć jeszcze nie znam wszystkich zakamarków tego średniej wielkości miasta, wciąż na na każdym kroku mnie coś zachwyca. Raz jest to oświetlenie z okazji ważnej rocznicy, innym razem rynek starych płyt i winyli, a czasem coś na uczelni, obok czego nie sposób przejść obojętnie. Tym razem będzie jednak o wydarzeniu, na które oczekiwałam od dłuższego czasu, mimo że do końca nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Mowa o odbywającym się co roku festiwalu designu – Dutch Design Week.

Dutch Design Week trwa dziewięć dni, czyli zawiera dwa weekendy i tydzień roboczy pomiędzy nimi. W skład wydarzenia wchodzi całe mnóstwo wystaw, warsztaty, wykłady i wiele koncertów muzycznych. Festiwal widoczny jest w całym mieście w postaci różnorakich instalacji czy tymczasowych pawilonów, a nawet tak zwanych „pop-up” restauracji czyli jadłodajni pojawiających się tylko i wyłącznie na czas trwania wydarzenia. Plakaty promujące nie tylko całe wydarzenie, ale poszczególne jego elementy, rozwieszone są po całym mieście, a ulicami jeżdżą samochody – darmowe taksówki – z zamontowanymi na dachu krzesłami, rzeźbami czy instalacjami artystycznymi. Nie sposób nie dostrzec pięknych rowerów, na czas festiwalu wypożyczanych uczestnikom przez gminę. Mnóstwo artystów, projektantów, studentów i innych zainteresowanych festiwalem ludzi wędruje z jednego punktu Dutch Design Week do drugiego. Równie wiele zatrzymuje się przed wydarzeniem, popijając kawę, rozmawiając lub czekając na darmowy autobus, który zabierze ich w inną część miasta. W rękach trzymają kolorowe mapki, a na nadgarstkach wiszą festiwalowe bransoletki. Wydarzenie ma prawdziwy rozmach, organizatorzy nie oszczędzają na niczym.

dutch design week
Ogromne przestrzenie Klokgebouw wypełnione po brzegi odwiedzającymi.

Wielu projektantów przygotowuje się miesiącami do zaprezentowania swoich prac. Spora część z nich to studenci i absolwenci Akademii Designu, ale także innych szkół i uczelni z Eindhoven i reszty kraju. Oczywiście wystawiają się też twórcy zagraniczni. Większość ekspozycji ma charakter grupowy – każdy twórca przedstawia jeden, najważniejszy projekt, w ramach większej wystawy. Cóż się dziwić – miejsce jest ograniczone, tak samo jak czas odwiedzających. Wystarczy tylko na projekty najlepsze z najlepszych. Artyści i projektanci przez większość czasu towarzyszą swojemu projektowi, gotowi wyjaśnić jego znaczenie, przedstawić więcej informacji lub podzielić się historią jego powstawania. Wszechobecne są kolorowe wizytówki, czy to, co lubię najbardziej – pocztówki z fotografiami projektu. Zebrałam ich prawie sto pięćdziesiąt i będą stanowić piękny podzbiór mojej wielkiej kolekcji.

Spora część wystaw, wydarzeń lub miejskich instalacji jest otwarta publicznie i dostępna dla każdego, niezależnie czy kupił bilet na Dutch Design Week, czy nie. Najciekawsze wystawy wymagają jednak pokazania bransoletki z logiem festiwalu, więc zdecydowanie warto się w nią zaopatrzeć. Bilet kosztuje 11,50 eur dla dzieci i studentów oraz 19,50 dla pozostałych odwiedzających. W tej cenie zyskuje się nielimitowany dostęp do wszystkich miejsc, darmowy wstęp na koncerty muzyczne oraz możliwość wypożyczenia roweru. Najważniejszy jest jednak dostęp do Klokgebouw, Het Veem i paru innych lokalizacji, oferujących najciekawsze ekspozycje. Warto podkreślić, że jest to koszt jednorazowy, a bilet jest ważny przez całe 9 dni. Jest to też cena na tyle mała, że mogąc uczestniczyć tylko przez dzień lub dwa, wciąż nie będzie znacznie uderzał w domowy budżet. Jestem przekonana, że nie jest to główne źródło utrzymania Dutch Design Week, a jedynie sposób wybrania wyłącznie osób naprawdę zainteresowanych tematem, jeśli chodzi o wstęp do już i tak bardzo zatłoczonych budynków.

Mnóstwo firm i instytucji wspiera Dutch Design Week, przez co wydarzenie staje się naprawdę ogromnym eventem. Na tyle ogromnym, że nawet mając wolny cały tydzień, nie sposób zwiedzić wszystkich lokalizacji i uczestniczyć we wszystkich wydarzeniach. Bogaty program jest dostępny na dobrze zrobionej stronie internetowej, dzięki czemu łatwiej wybrać atrakcje, które chce się odwiedzić danego dnia. Najlepiej podzielić swój cza na poszczególne lokalizacje – dzielnice – i zaliczać obiekty znajdujące się obok siebie.

Strijp-S

Szczególnym miejscem jest Strijp-S. Jest to nowa dzielnica mieszkaniowa, przekształcona zaledwie kilka lat temu z terenów przemysłowych Philipsa. Miasto zdecydowało się zachować industrialny charakter tego miejsca, komponując zieleń i nowe budynki pośród dawnych fabryk, obecnie funkcjonujących jako obiekty mieszkaniowe, biurowe i usługowe. Dzielnica stała się nowym centrum kulturalnym miasta, mieszcząc pracownie projektowe, kawiarnie i mnóstwo miejsc publicznych, jednocześnie oferując niezwykły klimat. Wiele przestrzeni wewnątrz budynków jest jeszcze niezagospodarowanych, dzięki czemu można je było wykorzystać na festiwalowe ekspozycje. Najważniejszy jest „budynek-zegar” – Klokgebouw, który stał się ikoną Strijp-S. Podczas Dutch Design Week, zagospodarowana została także pusta przestrzeń – wkomponowano tam mnóstwo tymczasowych pawilonów tematycznych. Na Ketelhuisplein (placu przy dawnej kotłowni) stanął przepiękny People’s Pavilion o niezwykłej architekturze. Został on wykonany w 100% z materiałów pożyczonych, które po festiwalu zostały zwrócone w niezmienionej formie ich właścicielom. Inne tymczasowe obiekty zawierały, między innnymi, wystawy takie jak Embassy of Food (Ambasada Jedzenia) czy Embassy of Intimacy (Ambasada Intymności).

dutch design week
Tymczasowe pawilony w Strijp-S. Ich układ został przemyślany urbanistycznie – z osią skierowaną dokładnie w stronę dawnego komina (który, jak to przystało na komin w Eindhoven, nocą jest oczywiście pięknie oświetlony).

W Klokgebouw i het Veem umieszczono naprawdę wspaniałe wystawy. Sporą część pierwszego budynku mieściła wystawa Mind the Step, przygotowana przez tutejszą politechnikę. Oprócz ciekawych projektów, znalazła się tam także i scena, na której co chwila prezentowali różni twórcy. Wiele wystaw zawierało projekty nagradzane w konkursach, specjalnie wyróżnione przez różne instytucje i firmy. W het Veem szczególnie spodobała mi się ekspozycja poświęcona historii miasta, zawierająca niesamowitą ilość fotografii posegregowanych latami. Niestety, opisy nie zostały przetłumaczone na język angielski, co znacznie zmniejszyło przystępność prezentowanej treści. Budynek mieścił także sale z urządzeniami wykorzystującymi technologię Virtual Reality, jednak mi było trochę szkoda czasu aby stać w kolejce do poszczególnych jej części.

dutch design week
To wnętrze się marnuje przez resztę roku. Powinni to tu zostawić :D.

dutch design week
Część wystawy o historii miasta – tutaj zaprezentowano zbiór dawnych plakatów.

dutch design week
Wejście na drugie piętro het Veem. Czyli już naprawdę nie wiesz, czego się spodziewać.

Centrum miasta

W centrum miasta oczywiście też nie brakowało atrakcji. Na głównym miejskim rynku stanął nietypowy, kolorowy budynek autorstwa Winy’ego Massa z biura architektonicznego MVRDV oraz think-tanku The Why Factory (T?F). (W)ego, jak brzmi nazwa budynku, to dziewięciometrowa instalacja “mieszkalna”, zachwycająca nietypową formą i wyrazem przestrzennym. Jest to tylko część udziału architekta w wydarzeniu – został on ambasadorem tej edycji i jego wkład w wydarzenie był oczywiście bardzo duży. Udało mi się nawet wziąć udział w warsztatach z jego udziałem, gdzie wraz z grupą studentów z TU/e, Delft i Chicago próbowaliśmy zaprojektować futurystyczną wizję przyszłości miasta. Innym tworem Winy’ego Massa i reszty grupy był film, pokazywany bez przerwy na ogromnej ścianie wewnątrz budynku Klokgebouw. Niezwykłe, wręcz nieprawdopodobne wizje rozwoju miast potrafiły zainspirować i zmusić do refleksji, czego tak naprawdę możemy się spodziewać za kilkadziesiąt czy kilkaset lat, biorąc pod uwagę problemy pojawiające się obecnie na świecie.

dutch design week
(W) ego w (nie) całej okazałości.

dutch design week
Nietypowe warsztaty, nietypowe wizje, nietypowy sposób myślenia. Już nigdy nie pomyślę, że cokolwiek co stworzyłam do tej pory było chociaż trochę wizjonerskie w porównaniu z tym, co powstało na tych warsztatach.

Jeszcze w centrum, wykorzystano dawny budynek warsztatów V&D – sieci galerii handlowych. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że tak ogromna przestrzeń użytkowa stoi pusta w samym sercu miasta. Podczas Dutch Design week pomieściła głównie trzy duże wystawy – kolorową ekspozycję mody, Embassy of Robot Love (Ambasadę Miłości do Robotów) i Embassy of Data (Ambasadę Danych). Pierwsza z nich prezentowała szalone, często orientalne stroje, przyciągając uwagę świecącymi lub odbijającymi powierzchniami, całą gamą kolorów i zapachem zielska, którym twórcy postanowili wesprzeć swoją kreatywność, lub modele prezentujący ubrania ułatwić stanie w miejscu przez kilka godzin. Embassy of Robot Love prezentowała urządzenia o rozmaitych funkcjach oraz zawierała duży stół, przy którym każdy mógł skonstruować niewielkiego robota z gotowych elementów. Embassy of Data w bardzo konkretny sposób prezentowała jakie informacje zbierane są w mieście, w jakim celu i przez kogo. W ramach tej ostatniej, wraz z grupą z kursu Theory and Practice of the Public Domain (teoria i praktyka domeny publicznej) zaprezentowaliśmy projekty usprawnienia miasta za pomocą urbanistycznych rozwiązań wykorzystujących nowe technologie i zbiór danych.

dutch design week
Kto zrozumie projektantów mody?

dutch design week
Napiszę to po raz setny. Zmarnowałam swoje dzieciństwo, mieszkając w Polsce. Takiego funu mi nikt nigdy nie zorganizował :(.

dutch design week
W Eindhoven dane są zbierane na każdym kroku. Czy to informacje dotyczące stanu powietrza, czy przepełnienia podziemnych śmietników, lub oczywiście stanu wody. Wszystko odbywa się automatycznie, przy wykorzystaniu sensorów i innych urządzeń. Wystawa w Embassy of Data skupiła się na uświadomieniu, na czym polega zbiór danych, kto je wykorzystuje i w jakich celach.

dutch design week
Projekt z kursu. Autorzy: Kee An Lee, Pei Yun Tay, Lisanne Bergefurt, Roy van Gool i ja.

Oczywiście to nie wszystko, co można było zobaczyć w centrum miasta. Gdybym miała wymienić wszystkie wystawy, pewnie ten wpis zamieniłby się w pokaźnej wielkości książeczkę – nawet gdybym wybrała tylko te miejsca, które odwiedziłam osobiście. A z tych warto wspomnieć wystawę dyplomów w Akademii Designu, czy pawilony prezentujące interpretacje światła przez Studio Solarix. Oraz oczywiście tymczasowy pawilon mieszczący makietę miasta z warsztatów z Winy’m Massem. Niedaleko głównego dworca, kolejne wystawy prezentowano w budynku Design Perron. Tam znajdowało się między innymi stoisko twórców z Łodzi.

dutch design week
Jedna z instalacji mieszczących się w Design Perron.

Sectie-C

Niestety nie udało mi się odwiedzić wszystkich miejsc, które chciałam. Ze względu na ciężki okres na studiach (tak, mam sesję na przełomie października i listopada), mój czas wolny był dość mocno ograniczony. Drugą rzeczą, która powstrzymała mnie jeszcze bardziej była porażająca migrena, która przykuła mnie do łóżka na całą sobotę – przedostatni dzień DDW.

Ostatni dzień Dutch Design Week spędziłam głównie w domu i bibliotece, nadrabiając zległe projekty na studia. Dopiero wieczorem postanowiłam skorzystać z okazji i wskoczyłam do naprawdę ostatniego autobusu jadącego do Sectie-C – miejsca dość odległego od centrum miasta (około 15 minut autobusem), ale mieszczącego kolejny zestaw wystaw i wydarzeń. Klimat magazynów mieszczących wystawy został ubrany w mocne, zielone światło. Otwarte restauracje i puby nadały miejscu charakter imprezy tylko dla wtajemniczonych. Z Sectie-C bez problemu udało mi się wrócić darmową taksówką Volvo.

dutch design week
„Do (not) feed the makers”. Obok ekspozycja śmieci, zachęcających do zajrzenia na wystawę prezentującą przedmioty wykonane z przetopu plastiku.

dutch design week
Sectie-C i to kosmiczne światło. Prawie jak nie z tego świata.

Dutch Design Week to nie tylko możliwość prezentacji projektów i nauczenia się czegoś nowego. Jest to wspaniała okazja do zwiedzenia Eindhoven. Jako, że wystawy zlokalizowane były w najciekawszych punktach miasta, samo dotarcie do nich pociągało za sobą poruszanie się po tym tętniącym życiem środowisku miejskim. Wydarzenie może stać się pretekstem do odwiedzenia takich obiektów jak ratusz, budynki uczelni czy biblioteka miejska, nie mówiąc już o Van Abbemuseum, do którego warto wpaść o każdej porze roku.

No i oczywiście klubów muzycznych – w ramach Dutch Design Weeku przewidziano całe mnóstwo koncertów, mieszczących się w kilku lokalizacjach, każdego dnia. Mi się udało wziąć udział w trzech z nich – dwóch odbywających się w TACu – Temporary Art Centre, czyli Tymczasowym Centrum Sztuki i jednym w Effenarze, słynnym miejscu, które kilkanaście lat temu zostało rozbudowane według projektu biura MVRDV. Szczególnie cieszę się, że udało mi się być na koncercie zespołu And So I Watch You from Afar, który znałam od dawna, a teraz mogłam posłuchać na żywo i to za darmo, w cenie biletu na DDW. Nie mniej zachwyciła mnie muzyka zespołu CUT_ z Amsterdamu. Na pewno nie raz do niej jeszcze wrócę.

Podsumowanie

Na koniec chciałabym porównać Dutch Design Week do Gdynia Design Days. W trójmiejskim festiwalu designu udało mi się wziąć udział kilkukrotnie i za każdym razem dobrze się bawiłam, choć wydarzenie jest o wiele mniejsze niż to w Eindhoven. Zdecydowanie brakuje tego rozmachu i funduszy, ale może i zaangażowania? O gdyńskim wydarzeniu tak naprawdę wiedzą głównie projektanci i osoby zainteresowane designem – wszyscy pozostali mieszkańcy miasta i odwiedzający często nie zdają sobie sprawy, że w PPNT jest kilka ciekawych wystaw, a w centrum miasta umieszczono parę instalacji. Wydarzenie nie jest zbyt dobrze promowane, wiele osób zarzuca mu, że wydaje się być zamknięte. I szczerze mówiąc – tegoroczna edycja dała mi to dobrze do zrozumienia, kiedy nie udało mi się zapisać na prawie żadne warsztaty. Oczywiście doskonale rozumiem, że nie ma co porównywać Gdyni do Eindhoven (nawet jeśli liczba mieszkańców obu miast jest niemal taka sama, oba miasta oparły swój rozwój na przemyśle i to pozwoliło im się rozwinąć w ciągu ostatniego stulecia…), zwłaszcza jeśli chodzi o dostępność środków, jednak naprawdę chciałabym zobaczyć kiedyś w Gdyni festiwal designu z prawdziwego zdarzenia. Festiwal, który – tak jak DDW – ściągnąłby ludzi z całego świata aby dzielić się ideami i promować design pośród nie tylko osób już wcześniej nim zainteresowanych.

A już za tydzień w Eindhoven zaczyna się Glow – słynny festiwal świateł. Naprawdę nie mogę się doczekać, aż zobaczę te wszystkie instalacje i pokazy świetlne. No wreszcie będzie powód, aby odwiedzić Stadion Philipsa, górujący nad miastem, a mimo to wciąż mi nieznajomy.

Spodobał Ci się ten tekst? Podziel się nim z innymi!
Share on Facebook5Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Email this to someone